Blog roku 2005

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bardzo nie chciałem rozstać się ze starym rokiem bez wycieczki narciarskiej, więc gdy diagramy meteo dawały szansę (niewielką) na okno pogodowe, postanowiłem kolejny raz powitać wschód słońca na Wielkiej Rawce. O słuszności postanowienia przekonał mnie telefon od Roman Szubrycht, który też to okno wypatrzył i bez wahania postanowił mi towarzyszyć. Bardzo przeziębiony całkowicie bez snu ruszam o 3:30. Droga przypominała posypane mokrym śniegiem lodowisko, po którym auto płynęło w nieustannym, na szczęście dającym się kontrolować poślizgu. 

Gwiazdy, które zobaczyłem mijając Wyżniański Wierch podniosły poziom adrenaliny, więc do góry nogi same niosły po śniegu, którego nie brakowało. Zapał nieco ostygł, gdy drogowskaz na Małej Rawce zobaczyliśmy dopiero z kilku metrów. Ale do wschodu słońca jeszcze pół godziny, na Wielkiej będzie dobrze. Nie było, ale udało nam się odnaleźć słup. Nie tracąc wiary postanowiliśmy zjechać na Kremenaros licząc, że gdy wrócimy odsłoni się. Tam na granicy przynajmniej nie wiało. Gdy w wróciliśmy na Rawkę widać było zarys grani, odsłonięcie kurtyny mgły wydawało się kwestią kilku minut. Przez chwilę widać było Małą Rawę, a nawet stoki Połoniny Caryńskiej, ale to wszystko co dane nam było zobaczyć z Wielkiej. Dłużej nie mogliśmy czekać w przenikliwym wietrze. Stan mojego zdrowia kwalifikował mnie na oddział intensywnej terapii. Na szczęście Romek taką terapię stosował eliksirem o tajnym składzie. Na Małej też nie zabawiliśmy długo, bo musiałem się szybko ewakuować do Bacówki. Tu serdeczność gospodarzy i fantastyczna kawa przedłużyły mi życie na tyle by dojechać do domu i doczołgać się do łóżka. Dantejskie sceny na oblodzonej Przełęczy Wyżnej to temat na inne opowiadanie. Przejęcie opieki przez Stefankę pozwoliło mi przeżyć i napisać te słowa. 

 

 

 

 

 

 

 

Wśród wielu mieszkaców pogórza panuje przekazywane z pokolenia na pokolnie przekonanie,
że widoczne przy dobrej widzialności na południowo zachodnim horyzoncie góry to TRZY KORONY! 
Spotkałem się z tym zarówno w Trześniowie (k. Brzozowa), Ratówkach, jak i w Rzepienniku Suchym.
To im dedykuję ten post. Zdjecia wykonałem z Brzanki 10.12.2017 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Słońce, piękna pogoda,..., w tym miejscu raczej by przeszkadzały. Tu najważniejszy jest klimat...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

...w Rzepienniku Biskupim przez okno samochodu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdzie wzrusza cię, że stoi jeszcze ta stara wierzba, że jest jeszcze ta czereśnia, bo tylu "twoich" drzew już nie ma.
Że nie zarosła jeszcze ta łąka, że nikt nie postawił tu jeszcze domu i możesz jeszcze tędy przejść.
Że twoje dzieci mogą przyprowadzić tu swoje pociechy, tak jak ty to kiedyś robiłeś.
I że mógłbyś napisać o tym miejscu książkę, bo to pół twojego życia.

 

 

 

 

 

Strony

Subskrybuj Pejzaże karpackie RSS