Blog roku 2005

Archiwum miesięczne

…na Przełęczy Goprowców w Bieszczadach

… przymierzyć kosę do łanu dojrzałej pszenicy. Byłem tak przejęty by nie zrobić mierzwy, odciąć równo od ściany, nie odciąć kłosów, które źle zagarnięte przewracały się w niewłaściwą stronę. Kosa miała do tego specjalny kabłąk z kawałkiem płótna, którego ustawienie było wiedzą niemal magiczną. Wszyscy na mnie patrzyli, a ja z tremą czekałem co powie Mama. Czy równo odkoszone od ściany, czy dobrze się zbiera? Co powie Tata, czy nie młócę kosą, czy na ściernisku nie leży ziarno, czy nie leżą kłosy, czy uda mi się nie zatępić ostrza, nie złamać kosiska? Bezpieczniej było robić powrósła lub zbierać to co wykosił Tata, choć ręce bardzo były przy tym pokłute i odrapane. Jednak kosa w rękach to ogromna nobilitacja, zaszczyt jakby się było głową rodziny, kimś w tym momencie najważnieszym. I jeszcze ta zdrowa rywalizacja z sąsiadami obok, kto więcej wykosi „za pudnia”, ile „pukopków”. Tato dał mi szansę, nauczył mnie, a ja już nie miałem okazji przekazać tej umiejętności moim synom.
Ech… to się nie wróci… przyjedzie kombajn i w kilka minut będzie po wszystkim.

Pszenica piękna. Tato wziąłby w dłonie kłos, roztarł i ocenił jakość i liczbę ziaren… i widziałbym tę Jego dumę, że jest tym kim jest, żywicielem rodziny w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Nie wszystko rozumiałem wtedy, podobnie jak daleko mi zrozumienia wielu spraw dzisiaj. Obraz naszej rodziny zbierającej wspólnie chleb z pola jest jedym z najcenniejszych jakie mam. I nie tylko w pamięci, gdyż jakimś cudem udało mi się utrwalić kilka scen na kliszy…

 

 

 

… po dwóch tygodniach nad morzem, gdzie pogoda nie była łaskawa.

Dziękuję za liczne komentarze, dyskusje… chwilami gorące ;)

Przykro mi, że nie przywiozłem dziesiątek zdjęć z gór, te z plaży raczej nie pasują do tego miejsca…???

Po powrocie natychmiast przebiegłem ścieżki, z którymi się pożegnałem… lato nie czeka. Za kilka dni znów spakuję plecak, ale tym razem pojadę Tam…

Przepraszam, że nie odpowiem na wszystkie komentrze i e-maile…. jest ich tyle, że to niemożliwe.

Dziękuję. Jestem Waszym dłużnikiem. Odpowiem zdjęciami, jeżeli Szczęście zechce mi nadal towarzyszyć.