Czado…a no nie wiedziałam…bo tak naprawdę Bieszczad i Beskidu Niskiego „uczę się” dopiero od Ciebie, choć…w sumie to powinnam wiedzieć, bo w pobliżu Żubraczy od moich wędrówek „palcem po mapie” już druk już się zaciera, ale jakoś tak umykały do tej pory rozkojarzonemu spojrzeniu.A co do Wenus…trochę zamiesznia znowu narobiłam, ale to wszystko sprawia, że może kiedyś będzie mi dane stanąć pod rozgwieżdżonym niebem tego dnia, o tej samej porze i w tym samym miejscu, co Ty wtedy by podziwiać Wenus i wraz z Miss Samotności oczekiwać przybycia „syna Słońca”….Może być tak, że wcale nie nadejdzie, ale tylko Ty wiesz jak było naprawdę i wiedziałeś już gdy robiłeś zdjęcie … nie zdradzaj tajemnicy …może sama kiedyś ją poznam
Zubracze – myślałem, że wiesz… A z Wenus to Ty masz rację. Długo naświetlana klatka (ok. 20s) i jasna Wenus wygląda jak Ksieżyc w pełni. Wszyscy tak sądzą oprocz Ciebie. To poważna wada cyfrówek – zupełny brak tolerancji na prześwietlenie objawiający się wypaleniami obraszów tym większych im jaśniejszy obiekt. Spokojnie możesz wyjść zza sosenki .Pozdrawiam.
Dzisiaj dowiedziałam się, że Żubracze naprawdę istnieją, a raczej istnieje bo to miejscowość. A jak myślałam, że to nazwa wymyślona przez Ciebie Czado dla określenia tych łysiejących ze śniegu pagórków i też wpis Carrmelity natchnął mnie, by tu owe „żubracze” wywody poczynić…ech ja z tą swoją nieobliczalną wyobraźnią…lepiej schowam się za jakąś sosenką…i wcale już nie śmiesznie i zagadkowo, ale zwyczajnie głupio mi P.S. Podobnie jak z Wenus … z pewnością to księżyc w pełni na którego tak długo czekałam, a zauroczona obrazem, jego tytułem i opowieścią o Miss samotności nie poznalam Go i wzięłam za prawdziwą planetę Wenus podziwijając ją na zimowym nieboskłonie, tyle że tą podobno widać ale przed wschodem słońca i to latem….czar Wenus prysł, ale magia i zachwyt nad księżycem w pełni i oceanem chmur oświetlonych wyobrażonymi zorzmi pozostały…
dzisiaj o trzeciej nad ranem było 11st.na plusie i ze zdziwiniem słyszałam znajomy ptasi świergot, który zwykle letnim świtem witał mnie po nieprzespanej nocy…aż nie wierzyłam własnym uszom…natura tak się śpieszy że nim się obejrzymy błekitnym oczom nieba wtórować będzie grzywka spłowiałego zboża lipcowych pól
….błękit jak bławatkowe oczy dziecka z sąsiedztwa, brak tylko płowej grzywki i brwi z zaciekawieniem uniesionych gdy zbiera te swoje patyczki, trawki ,gałązki i pokazuje mi to swoje królestwo nad potokiem, a swoją drogą …znajomo, znajomo, znajomo…..
Strasznie mi się spodobały owe „Żubracze”, tylko nie wiem czy bardziej z nazwy czy z obrazu…I są w swojej nazwie dosyć przewrotne w stosunku do tych białowieskich, bo białowieskie zrzucają brązowe futro, by było go mniej, a te pejzażowe zrzucają białe, by przybyło brązowego. I wiosnę u białowieskich sygnalizuje porzucenie brązowej otuliny, natomiast u pejzażowych wiosnę ma wróżyć jej przybywanie – śmiesznie i zagadkowo…I pewnie jak Żubracz zimowy wylinieje ze śnieu stanie się Żubraczem wiosennym A same Żubracze pozostaną ze mną już na zawsze, głęboko w pamięci mi zapadły i gdy tylko będę na łąkach przypomnę sobie o nich i pogłaszczę wiosenną, letnią, a może jesienną szatę roślinami futrzaną.
Piękny błękit (na dolnym zdjęciu skrzętnie ukrywany pod ołowianymi chmurami), soczysta zieleń (bodajże) sosenek (już nie są koloru zieleni Rembrandta wymieszanej z czernią jak na zdjęciu „Dobrze że jest”) i te czerwone rudości przyczajone na wierzchołkach krzaków i splatanych trawach nie wróżą powrotu zimy – to już wiosenna paleta barw.A dolnym zdjęciu jakby „na przeczekaniu” mamy jeszcze trochę zimy, bo błękitowi gniewne fiolety nie pozwoliły zaświecić; drzewa łyse, rosochate przepędziły zielone choinki, by tu „źle” nie wróżyły i śniegu sporo choć rude łaty nie dają za wygraną i spychają biała kołdrę ze zboczy.
Na pozimiu z ciepłym wiatrem idą niebem kolory… Zarażają się nimi drzewa. Śnieg płatami łysieje na zboczach i płacze, oj, płacze …: ‘Zubracze, Zubracze ! Już ja nie prędko sięz wami obacze’.
~ameli
18 Marzec 2007 03:35
Czado…a no nie wiedziałam…bo tak naprawdę Bieszczad i Beskidu Niskiego „uczę się” dopiero od Ciebie, choć…w sumie to powinnam wiedzieć, bo w pobliżu Żubraczy od moich wędrówek „palcem po mapie” już druk już się zaciera, ale jakoś tak umykały do tej pory rozkojarzonemu spojrzeniu.A co do Wenus…trochę zamiesznia znowu narobiłam, ale to wszystko sprawia, że może kiedyś będzie mi dane stanąć pod rozgwieżdżonym niebem tego dnia, o tej samej porze i w tym samym miejscu, co Ty wtedy by podziwiać Wenus i wraz z Miss Samotności oczekiwać przybycia „syna Słońca”….Może być tak, że wcale nie nadejdzie, ale tylko Ty wiesz jak było naprawdę i wiedziałeś już gdy robiłeś zdjęcie … nie zdradzaj tajemnicy …może sama kiedyś ją poznam
~czado
17 Marzec 2007 09:48
~ameli
17 Marzec 2007 03:46
Dzisiaj dowiedziałam się, że Żubracze naprawdę istnieją, a raczej istnieje bo to miejscowość. A jak myślałam, że to nazwa wymyślona przez Ciebie Czado dla określenia tych łysiejących ze śniegu pagórków i też wpis Carrmelity natchnął mnie, by tu owe „żubracze” wywody poczynić…ech ja z tą swoją nieobliczalną wyobraźnią…lepiej schowam się za jakąś sosenką…i wcale już nie śmiesznie i zagadkowo, ale zwyczajnie głupio mi P.S. Podobnie jak z Wenus … z pewnością to księżyc w pełni na którego tak długo czekałam, a zauroczona obrazem, jego tytułem i opowieścią o Miss samotności nie poznalam Go i wzięłam za prawdziwą planetę Wenus podziwijając ją na zimowym nieboskłonie, tyle że tą podobno widać ale przed wschodem słońca i to latem….czar Wenus prysł, ale magia i zachwyt nad księżycem w pełni i oceanem chmur oświetlonych wyobrażonymi zorzmi pozostały…
~ameli
8 Marzec 2007 10:26
dzisiaj o trzeciej nad ranem było 11st.na plusie i ze zdziwiniem słyszałam znajomy ptasi świergot, który zwykle letnim świtem witał mnie po nieprzespanej nocy…aż nie wierzyłam własnym uszom…natura tak się śpieszy że nim się obejrzymy błekitnym oczom nieba wtórować będzie grzywka spłowiałego zboża lipcowych pól
~J
8 Marzec 2007 08:13
….błękit jak bławatkowe oczy dziecka z sąsiedztwa, brak tylko płowej grzywki i brwi z zaciekawieniem uniesionych gdy zbiera te swoje patyczki, trawki ,gałązki i pokazuje mi to swoje królestwo nad potokiem, a swoją drogą …znajomo, znajomo, znajomo…..
~ameli
8 Marzec 2007 02:22
Strasznie mi się spodobały owe „Żubracze”, tylko nie wiem czy bardziej z nazwy czy z obrazu…I są w swojej nazwie dosyć przewrotne w stosunku do tych białowieskich, bo białowieskie zrzucają brązowe futro, by było go mniej, a te pejzażowe zrzucają białe, by przybyło brązowego. I wiosnę u białowieskich sygnalizuje porzucenie brązowej otuliny, natomiast u pejzażowych wiosnę ma wróżyć jej przybywanie – śmiesznie i zagadkowo…I pewnie jak Żubracz zimowy wylinieje ze śnieu stanie się Żubraczem wiosennym
A same Żubracze pozostaną ze mną już na zawsze, głęboko w pamięci mi zapadły i gdy tylko będę na łąkach przypomnę sobie o nich i pogłaszczę wiosenną, letnią, a może jesienną szatę roślinami futrzaną.
~lusi
7 Marzec 2007 19:46
w koncu coraz mniej sniegu …zapraszam do siebie http://www.lusi07.blog.onet.pl
ponczus@amorki.pl
7 Marzec 2007 15:37
hej fajny blog odwiedz równiez mojego na http://www.zuzanka2-zuza.blog.onet.pl i licze na komentarzyk
~Ja^^
7 Marzec 2007 15:32
fajny blog i swietne zdjecia
wpadnij do mnie http://rockkk.blog.onet.pl/
~sweet
7 Marzec 2007 12:35
Bardzo mi sie podoba twój blog. Ładne krajobrazy i wogóle bardzo ładnie. Tylko tak dalej:)
~Beata
7 Marzec 2007 12:15
http://beata91.blog.onet.pl Siemka fajny blog
Wpadnij do mnie i zostaw komcia;p
~smiled_girl
7 Marzec 2007 09:54
Magiczne … Zima też jest kolorowa.
~ameli
7 Marzec 2007 03:05
Piękny błękit (na dolnym zdjęciu skrzętnie ukrywany pod ołowianymi chmurami), soczysta zieleń (bodajże) sosenek (już nie są koloru zieleni Rembrandta wymieszanej z czernią jak na zdjęciu „Dobrze że jest”) i te czerwone rudości przyczajone na wierzchołkach krzaków i splatanych trawach nie wróżą powrotu zimy – to już wiosenna paleta barw.A dolnym zdjęciu jakby „na przeczekaniu” mamy jeszcze trochę zimy, bo błękitowi gniewne fiolety nie pozwoliły zaświecić; drzewa łyse, rosochate przepędziły zielone choinki, by tu „źle” nie wróżyły i śniegu sporo choć rude łaty nie dają za wygraną i spychają biała kołdrę ze zboczy.
~Carrmelita
7 Marzec 2007 00:20
Na pozimiu z ciepłym wiatrem idą niebem kolory… Zarażają się nimi drzewa. Śnieg płatami łysieje na zboczach i płacze, oj, płacze …: ‘Zubracze, Zubracze ! Już ja nie prędko sięz wami obacze’.