Niezbyt ładnie zabrzmiała potoczna nazwa rośliny”…srebrniki”, inna polska nazwa to miesiącznica trwała.Jednak, nie nazwy są ważne a piękne zdjęcia i cudowny nastrój, dlatego tu zaglądam.Pozdrawiam
„jak u Bana Boga…” – prawda nawiązując nawet do filmu o tym tytule… w tamtejszych, wschodnich pejzażach i ogrodzie na plebanii też było tyle ciepła, barw i bliskich sercu „klimatów” co TU…a we mnie tęsknoty za tym wszystkim…czy dziwne?…pewnie tak skoro tylu z nas skrywa się TU przed realnym światem – ucieka od realnego w wirtualnym szukając ukojenia…w tym momenicie znowu pojawia sie obawa co byśmy zrobili bez Waldkowych „ogrodów”, które karmią nasze zgłodniałe piękna i dobrego słowa duszyczki…oj, ciężko by było…jeśli o mni chodzi wolę nawet o tym nie myśleć…
Tak … ciepło od paleniska w Waldkowym Schronisku bucha i ogrzewa gromadkę wędrowców, co wpadają tu na chwilę lub dłużej … By ukoić tęsknotę, nasycić zmysły, by pomarzyć i poczuć się wśród Swoich … a potem wypić zdrowie Gospodarza i może … zaśpiewać !?? Szczapy płoną, iskierki wesoło strzelają pod sufit, a światło mami i hipnotyzuje… zupełnie, jak wspomniany przez Ciebie obraz „Gdzie nikt” z szuflady Listopada. Od niego m.in. zaczęła się TUTAJ moja wędrówka …
Ja też bym tego lepiej nie ujęła … TU na blogu z Waldkowymi obrazami i zaglądającymi na niego „Duszyczkami” jest tak jakoś, „jak u Pana Boga za piecem”. Dziwne, prawda ?
Ach, jak tu cieplutko i milutko- czyżby ktoś dorzucił smolną szczapę do ogniska? Dzięki Carrmelita za gratulacje. Zdjęcia p. Czado rzuciły na mnie urok. Nie rozumiem, co sprawia, że zaschnięte”Judaszowe srebrniki”(28.11.06- Gdzie nikt..) i nie tylko wzbudzają u mnie tyle emocji. Pozdrawiam
Mnie też jest tu dobrze jak nigdzie indziej, mogłabym całymi dniami (nocami już bywało) wędrować wśród pejzaży i czytać…czytać…czytać to o czym piszecie. Ciekawszej „lektury” na wesołki i smutki, na radości i melancholie nie spotkałam do tej pory – tu znajduję to, czego mi do szczęścia potrzeba – taki mój mały świat. Szkoda tylko, że pejzaże Czado nie otaczają mnie na co dzień (ale może to i dobrze, bo mam niekończące się marzenia), a ludzi których tu spotykam, obok mnie w „realu” nie ma. Cieszę się jednak, że wiem gdzie mogę Was spotkać i właśnie TU z Wami pobyć. Pozdrawiam gorąco wszystkich łazików pejzaży karpackich
A to miło jest wiedzieć o czym w schronisku przy np. grzanym piwie się rozmawia, bo nigdy w takiej rozmowie nie uczestniczyłam, nawet dłużej niż po „pieczęć wędrowną” się nie zatrzymywałam – czas był pod wydział, a zachody słońca goniły, by zdąrzyć zejść ze szlaku przed zmrokiem.
…no bo wiesz …w dobrym towarzystwie lubimy wszyscy bywać…widocznie … i miło tutaj pogadać sobie o sprawach chwilowo najważniejszych, gdy się wie ,że więcej nas łączy niż dzieli i że mamy sobie coś do powiedzenia, dobrze mi tu…
Wywołany muszę wychylić się zza monitora… ja… się zgadzam na wszytsko co wymyślicie.Przyznaję wszystkie tytuły które miałem, mam i bedę miał. Gór, wiatru, deszczu, chmur i słońca, ziół, traw, liści, grzybów… nie zabraknie… i bardzo ciesze się, że klimat, rozmowy tutaj, coraz bardziej przypominają te w schronisku.
Dziękuję również ja za pomocną dłoń i myślę, że nie trzeba Ciebie zachęcać do odwiedzania Waldkowych Pejzaży. Kto raz w nie wpadnie, już się nie uwolni, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ze swojej strony miałam jeszcze dopisać sugestie na owoce czeremchy lub bzu czarnego, ale Twoja odpowieź mnie ubiegła.Przychylam się do propozycji Ameli nadania Ci tytułu i pieczęci Nadwornego Botanika, ale zapytajmy jeszcze właściciela blogu. Jak tam, Czado ? Zechcesz osobiście i formalnie mianować Iwonkę ?
Dzięki Iwonko, że nas odwiedziłaś i pomogłaś w rozwikłaniu roślinnych zagadek – Twoje wprawne oko potwierdziło spostrzeżenia Mariony więc możemy już chyba „przyklepać”, że Waldkowe tajemnice to trzmielina i kruszyna, ale czekamy jeszcze na zdjęcia roślinek w pełnej krasie, by nie mieć już żadnych wątpliwości.P.S. Dla nas już jesteś botanikiem i to bardzo, bardzo pomocnym, a jeśli nie masz nic przeciwko temu, to składam wniosek u blogowiczów i gospodarza bloga o nadanie Ci tytułu Nadwornego Botanika w Królestwie Pejzaży Waldka Czado Wpadnij tu czasami – z pewnością na wiosnę Czado zadba jeszcze o niejeden „trudny orzech do zgryzienia” – bo jak widzisz w kwestiach botaniki leżymy zupełnie, a ciekawość świata nie daje spokoju.
hejka! juz wam help-uje blogowicze Waldka Czado:) i sorki droga blogowiczko Carrmelita-czyli chyba Lidio W. ze tak pozno odp. ale sesje mam-wiec kaine czasu na odwiedzanie bloga;) very trudno tak rozpoznac rosl.tylko po zdjeciu- ale mysle ze z tymi cudnymi czerwonymi owocami to „resztki” trzmieliny zwyczajnej (Euonymus europaeus)- z owockami zwieszajacymi sie z galazek i pozostałoscia 4-klapowej torebki. a pod nią jest prawdopodobnie kruszyna pospolita (Fragula alnus) lub śliwa tarnina-chociaz stawiam na ta pierwsza gdyz sliwa jest bardziej „krzaczkowata”:) pozdrawiam!!! ps. zdjecia jak zwykle cudne!
Czado, w duszy „telepatycznie” proszę Twojego Anioła Stróża i mam nadzieję, że brak dostępu do foto na dysku nie okaże się wieczny. Tfu, tfu , tfu, odpukać w niemalowane, przesądna nie jestem, ale każdy „środek zaradczy” na tą chwilę może być dobry.Mnie coś takiego spotkało – niepowetowana strata chwil, które nigdy nie wrócą. To nie było nic wielkiego, żadne cudowne narodziny kolejnego mieszkańca planety czy inna podniosła chwila lecz zwykły remont mieszkania, ale pełen historii i zagadek, które odkrywaliśmy z każdą kolejną warstwą tapety, później farby. To czego dowiedzieliśmy się o poprzednich właścicielach mieszkania „odkrywając ich ściany” sami by pewnie o sobie nie powiedzieli – jedną z warstw stanowiły gazety – chyba Trybuna Ludu z ’76 r. Dobrze, że wtedy zaczynałam „przygodę ” z komputerem i tak naprawdę nie pamiętam, ile danych faktycznie przepadło. W nieświadomości łatwiej stratę przeboleć.
Faktycznie – tak jak napisała ~mariona – trzmielina i kruszyna są trujące, ale ciekawostką jest, że kruszyna to roślina lecznicza, a jej kora wchodzi w skład wielu mieszanek ziołowych o działaniu…(napiszę fachowo) pobudzającym perystaltykę jelit Każdy z nas ma różne dolegliwości, ja też kiedyś próbowałam zaradzić na takowe pijąc z polecenia pani aptekarki ziołową herbatkę z kruszyną…….myślałam, że umrę i świtu nie zobaczę…….teraz już wiem dlaczego. Dobrze jest mieć świadomość ziółek wchodzących w skład tych „cuuudoooownych” naparów.Wybaczcie mi moją „rozwiązłość” języka, ale to tak ku przestrodze dla innych
…za płatki leciutkie ,srebrzyste, za zmarznięte ręce,za herbatę z prądem później , za różowe policzki w trakcie, za kurz srebrzysty gdy zamieć na dworze i ciepło w domu, i za to ze MASZ ZAPASY OPAŁU NA ZIMĘ SŁONECZKO TY MOJE…karpackie …i za te sny….
Bardzo chętnie, tylko jutro muszę o szóstej do pracy. Nie wiadomo czy wcześniej nie będę musiał godzinę narabiać łopatą by się przeprawić z autkiem od garażu do drogi. Musze wstać godzinę wczesniej. I za co ja tak kocham zimę?
…trzymam kciuki z Carrmelitę i się cieszę ,że to może nie była ta kruszyna ,którą delektować się tylko jeden raz można, a tak nawiasem mówiąc to taki za mnie botanik, jak z Czarodzieja, ale co mi tam czekam spokojnie na jakieś czary niespodziewane, chyba ,żeby ktoś nobla w dziedzinie botaniki sie spodziewał, będę sekundować, a póki co doping w strefach śniegowych zorganizowałam sobie i marzyć mogę na jawie bez wyrzutów sumienia (15 zł dniówka), dla wszystkich nocnych marków cieplutkie puszyste bywanko zimowe…CZADO NIE ŚPIJ , tylko pij piwo i obserwuj gości…
Dzięki, Ameli, że się napracowałaś. Nauka „nie pójdzie w las” a ciekawskich, jak Ty jest sporo. Ja też poszperam. Napisałam do Iwonki – botanika, ale jeszcze nie odpisała na blogu. Może się odezwie, a nawet jeśli nie, to sami z Waldkiem damy sobie radę !
Tak, koniecznie zrób, Czado zdjęcie w całej okazałości temu tym CUDEŃKOM. Czekam z niecierpliwością. Dociekliwość Ameli też mnie dopadła. Szukam w „Ogrodach” i na płytowej encyklopedii drzew i krzewów. Zobaczymy co wyszperam.
To były owoce na krzaku. Niestey z powodu awarii dysku nie mam dostępu do reszty zdjęc, kóre wtedy zrobiłem, bo one wyjaśliłybu z pewnością wszystko.Wiem jednak, gdzie to było (łaka przy lesie) więc jak będę przechdził to pstryknę całą roślinę.
1.Trzmielina zwyczajna 2.Bez czarny lub Winobluszcz pięciolistny ewentualnie Czeremcha ?Zadając pytanie o tajemnicze roślinki niezłą „prace domową” sobie zadałam…”Kazał pan musiał sam” Oczywiście żartuję, sprawiło mi to nawet przyjemność…Dzięki ~mariona, że pośpieszyłaś nam z pomocą.Zimowe okazy nie dawały mi dzisiaj spokoju…w wydziałowej bibliotece przejrzałam możliwe książki botaniczne, internet aż grzał się od przeszukiwania stron i … (uprzedzam, że mogę się mylić) …dziwadełka z górnego zdjęcia też podpięłabym pod TRZMIELINĘ ZWYCZAJNĄ, bo nic bardziej podobnego nie znalazłam. Jednak na wszystkich letnich zdjęciach z atlasów górna część owocu była różową nadmuchaną poduszeczką, pod którą zwisały pomarańczowe kulki, zresztą całość prześliczna w kształcie i kolorze – tak więc Czado zadanie dla Ciebie – proszę sfotografuj nam latem domniemaną trzmielinę, byśmy nie mieli już wątpliwości A co do lodowch czarnych kulek to dużą zagadką, ale pomocną okazał się czerwony „drapak”, do którego są one przytwierdzone…Taką czerwoną łodyżkę ma np. CZARNY BEZ, ale przyczepionych do niej owocowych kulek jest dużo i zwisają z łodygi. Może tu zostały już objedzone przez głogne ptaszęta? Owoce czarnego bzu nie mają też „antenki” na czubku kulki -takiej, którą widać na środkowym owocu Waldkowego zdjęcia. Antenka sporo kłopotu sprawiła w identyfikacji rośliny, bo mało które taką mają (ja osobiście znam tylko jagody). W przypadku CZEREMCHY jest podobnie, ale tu kulek na łodydze z zatury jest mniej i kolor owoców też graniczy niemal z czernią, tak jak u bzu. Zarówno czarny bez jak i czeremcha są niewielkimi drzewkami, a może nawet do krzaków się zaliczają. Natomiast WINOBLUSZCZ to rodzaj pnącza i u tego kuliste owoce rozmieszczone są na takim właśnie kanciastym „drapaku”, nieregularnie i nie jest ich dużo. I tu pytanie Waldku do Ciebie, oczywiście jeśli chcesz „przysłużyć się nauce” i rozwikłać zagadkę – Jak wyglądał właścieciel lodowych kul, czy był to krzak czy może pnącze?Tyle tylko mogłam zrobić i właściwie nie wiem czy temat jeszcze Was interesuje…bo jak ktoś słusznie napisał: Nieważne co to jest – ważne, że piękno widać …To podobnie jak w malarstwie abstrakcyjnym – tam raczej nikt aż tak w „piękno” tych obrazów się nie wgryza, a koneserów mają wielu, ale…ciekawska natura czasami bywa silniejsza. Pozdrawiam wszystkich dociekliwych i tych mniej zainteresowanych
Panie Waldku, zagranie „belferskie”. Stawiam na Trzmielinę zwyczajną a niżej być może Kruszyna pospolita- młody pęd z dojrzałym owocem w „zimowym makijażu”. Jeśli tak, to nalewkę z tych owoców można wypić tylko raz. Dla tak kuszącego wyglądu może warto?
Nie ważne jaka to roślinka,ważne,że widać piękno na tej fotografii i obojętnie czy po nalewce z tarniny czy innej, czy bez.Ale dyskusja fajna,uwielbiam czytać te „dzieła sztuki”.Wszyscy jesteście Wielcy.Mi chwilowo brak weny twórczej.Pozdrawiam Iga
To chyba tylko ja tu bez „wspomagacza” sile szare komórki, ale cóż…nie każdy może mój Boże. Ech tam, dzisiejsze zagadki rzeczywiście nie do rozwiązania bez pomocy czegoś lub kogoś…ja się już poddaje. Zdrowie Wasze w gardła nasze… ;PPozdrawiam ciepło i dzięki za wesoły wieczór – nowy dzień dzięki Wam w pogodnym nastroju rozpoczynam…
Wiem, co to jest ! Zmrużyłam oczy i doznałam olśnienia po kieliszku czerwonego, wytrawnego z Urugwaju ! To model związku chemicznego, no wiecie, schemat cząsteczki wysoce energetycznego soku z tajemniczego owocu !
Podobno to bardzo zdrowy „napój”, bo ma dużo wit. C, a czy cierpki w smaku, bo owoce tarniny chyba takie są? Ja znam tylko smak domowych „grzańców” z dzikiej róży – też rewelacja, a jaki kolor czasami mają, rubin z bursztynem się przy nim chowają
A wrześniow-październikową porą można się przyplątać na naleweczkę z tarniny, jak będę łazić po Bieszczadach na jesieni ? Wtedy też może wiać a ja jestem zmarźluchem ..?
Jeśli nie Ty, to i nie ja i inni którzy czasami „pudłują” z nazwami też nie będą chcięli się wypowiadać. A pominąć zagadkę i pytania o nią nie sposób. „Burza mózgów” trwa – może drogą dedukcji jakoś ją rozwikłamy i roślinki odzyskają swoją tożsamość. Albo w końcu jakiś botanik z pomocą pospieszy. PROSIMY ~Dziwadlo o ściągnięcie na blog Ilonki – botanika, która już ratowała naszą niewiedzę z opresji we wrześniu 2006 Marcello też nas poratuj…
.. a co tam ,możesz się wypowiadać Włóczęgo karpacki jeden, a gdyby KTOŚ był gdzieś blisko na bieszczadzkich traktach to zapraszam na ten napój ,co to Czado go kiedyś produkował a ja przypadkiem w piwniczce mam zapasik, słodkie i mocne w sam raz na te zawieję za oknem, żeby mi NIKT z blogowiczów nie zmarzł jak tu trafi….
Z nazw botanicznych pamiętam Tarninę, bo robiłem z tego dobry napój i Żywiec choć to kwiatek, tak jakoś trzyma się nazwa głowy. Znam też kilka gatunków drzew, warzyw i owoców, odróżniam zboże od trawy, zieniaki od buraków i natym popisy wiedzy botanicznej definitywnie kończę. HOWK!
…wobec INNYCH TALENTÓW, o których ogólnie wiadomo (nie o wszystkich niestety) WYBACZAMY Ci niewiedzę botaniczną ,KTOŚ nas wreszcie uratuje i powie coś Ty narobił na zdjęciach swoich ślicznych, TWOJE ZDROWIE…;o)))
Dwa lata temu czytałam książkę i opisane zapachy mocno podziałały na wyobraźnię, a pracownia starego mistrza perfumiarza usytuowana na moście jest taką w jakiej sama chciałabym pracować – nawet po przeczytaniu książki szukałam szkoły, w której kształci się tzw. NOSY, ale to Paryż u nas takich „szkół” nie ma. Na film raczej się nie wybieram, gdyż z opinnii znajomych więcej jest w nim „brudnych” scen o nieprzyjemnym zapachu niż woni rozkwitających kwiatów – wolałabym nie psuć tego co w mojej pamięci zachowałam.
…Czado? przecież tarnina ma okropne kolce,pamiętam az za dobrze i nie ma takich czerwonych gałązek tylko normalne ciemnawe burawe i co teraz będzie? czyżby RATUNKU BOTANICY!!!
Tak Ameli, wzywamy p.Waldka na pomoc w rozszyfrowaniu zagadki, a jeśli On nam nie podpowie, to apelujemy do wszystkich pasjonatów biologii ! Co do zamrożonych owoców, to obstawiam jednak jagody, gdyż późną jesienią zostają czasami takie „wyschnięte drapaki” bez liści, na których uparcie siedzą pojedyncze owoce. Natomiast w kwestii magnolii i ich możliwych kolorów, to widziałam kiedyś w Ogrodzie w Powsinie, na przedwiośniu las magnolii o przedziwnych barwach. Były wśród nich nawet takie o pączkach prawie czerwonych, a kwiatach w głębokim różu wrzosowo-czerwonym. Cuda nieziemskie, a jak pachniało ! A’propos, widziałaś już „Pachnidło” w kinach, bo ja jeszcze nie ?
Tak, te kryształowe czarne kule rzeczywiście mogą być jagodami, ale pytam, bo zawsze widziałam je w zielonym otoczeniu i na krzaczkach obrośniętych drobnymi listkami, a nie na czerwonym „drapaku”, który nieodparcie kojarzy mi się z nogą flaminga i ta biel wokoło zupełnie odrealnia obraz jagódowych pól pozostały w mojej pamięci z letnich wypraw. A co do pierwszych owoców o „fikuśnych” kształtach to raczej nie magnolia, choć jej kwiaty pięknie wyglądałby w tej szklanej scenerii. Gdy widziałam owoce magnolii to były różowiutkie, a tu taki cynober – powiedziałabym „kogucia” czerwień – za jej zadziorność. Dziś tak ornitologicznie się skojarzyło…P.S. Marrcelino prosimy o pomoc w rozpoznaniu tych tajemniczych okazów. Wiem, że świetnie radzisz sobie z zagadkowymi roślinami p. Waldka
Tak, Twoje makra są bajeczne ! Cudownie przyłapana „na gorącym uczynku” przedwczesna wiosna i zamrożona nie tylko w kadrze. Figlarne, wiosennne pączki i płatki zaszalały, zabalowały i zajrzały do szkatułki z ozdobami Królowej Śniegu. Zachciało im się diamentowych, lodowatych kolii i broszek. Tylko nie wiedziały, czym grozi im ta próżność i ciekawość …
Czy te gałęzie z czerwonymi pączkami to przypadkiem nie odmiana rododendrona, a może azalie, bo chyba nie magnolie ? A zamrożone owoce to mogą być nasze pospolite jagody – runo leśne ?
…..w lód zaklęte małe serca pragnące roztopić się w bliskości czyichś spojrzeń i marzeń i wruszeń czekają na gorące dowody miłości promieni słonecznych, wyczekują zjawisk nieziemskich trochę zbyt późno albo za wcześnie, czekają na swój czas….pełne i gotowe, ubrane w kolory jesieni, zakute w srebro, obiecują miłość bez końca do promyka każdego, ale czy dotrwają ? czy też będą musiały teraz zamarznąć na wieczność z powodu swej opieszałości?….
Niby zima, a owoce dorodne jak latem – jesienią były suszone, teraz mamy mrożonki…natura o wszystkich pamiętała i zadbała.P.S. Czy ktoś wie, jak nazywają się rośliny, których owoce widzimy ? Szczególnie te czerwone frapują, bo mają takie osobliwe kształty.
…”Gdyby pył śniegu gdzieś z gałęzi szczytnejStoczył się i dźwięk srebrny, nieuchwytnyBudząc potrącił drugi w swej pogoni, Wnet park stustrunną gędźbą się rozdzwoni”…L. Staff Zima (niewielki fragment)Widzę, że dary natury zamknięte zostały w kryształowych kulach, w tle skrzypią szklane gałęzie, może więc i w pobliżu stoją „szklane domy” ? Kto wie, może to tu skrywana jest utopijna wizja; może to tu jest upragniony raj gdzie oddycha się „powietrzem szerokim, olbrzymim” ?
~kropelka.zielonej.rosy
16 Luty 2007 21:19
a ja sobie wydrukować i na ścianie powiesić chcę
za pozwoleniem
pozdrawiam 
~Magia
11 Luty 2007 20:18
stęskniona Twoich spojrzeń na świat wróciłam znów…przesyłając uśmiech
~mariona
7 Luty 2007 17:51
Niezbyt ładnie zabrzmiała potoczna nazwa rośliny”…srebrniki”, inna polska nazwa to miesiącznica trwała.Jednak, nie nazwy są ważne a piękne zdjęcia i cudowny nastrój, dlatego tu zaglądam.Pozdrawiam
~ameli
6 Luty 2007 02:46
„jak u Bana Boga…” – prawda nawiązując nawet do filmu o tym tytule… w tamtejszych, wschodnich pejzażach i ogrodzie na plebanii też było tyle ciepła, barw i bliskich sercu „klimatów” co TU…a we mnie tęsknoty za tym wszystkim…czy dziwne?…pewnie tak skoro tylu z nas skrywa się TU przed realnym światem – ucieka od realnego w wirtualnym szukając ukojenia…w tym momenicie znowu pojawia sie obawa co byśmy zrobili bez Waldkowych „ogrodów”, które karmią nasze zgłodniałe piękna i dobrego słowa duszyczki…oj, ciężko by było…jeśli o mni chodzi wolę nawet o tym nie myśleć…
6 Luty 2007 00:14
Tak … ciepło od paleniska w Waldkowym Schronisku bucha i ogrzewa gromadkę wędrowców, co wpadają tu na chwilę lub dłużej … By ukoić tęsknotę, nasycić zmysły, by pomarzyć i poczuć się wśród Swoich … a potem wypić zdrowie Gospodarza i może … zaśpiewać !?? Szczapy płoną, iskierki wesoło strzelają pod sufit, a światło mami i hipnotyzuje… zupełnie, jak wspomniany przez Ciebie obraz „Gdzie nikt” z szuflady Listopada. Od niego m.in. zaczęła się TUTAJ moja wędrówka …
5 Luty 2007 22:56
Ja też bym tego lepiej nie ujęła … TU na blogu z Waldkowymi obrazami i zaglądającymi na niego „Duszyczkami” jest tak jakoś, „jak u Pana Boga za piecem”. Dziwne, prawda ?
4 Luty 2007 20:17
Ach, jak tu cieplutko i milutko- czyżby ktoś dorzucił smolną szczapę do ogniska? Dzięki Carrmelita za gratulacje. Zdjęcia p. Czado rzuciły na mnie urok. Nie rozumiem, co sprawia, że zaschnięte”Judaszowe srebrniki”(28.11.06- Gdzie nikt..) i nie tylko wzbudzają u mnie tyle emocji. Pozdrawiam
2 Luty 2007 10:02
Piękne i trafne słowa.Oddają to co większość z nas, a może wszyscy czują odwiedzając tę stronę i te strony Polski-Bieszczady.Pozdrawiam Iga
2 Luty 2007 04:26
Mnie też jest tu dobrze jak nigdzie indziej, mogłabym całymi dniami (nocami już bywało) wędrować wśród pejzaży i czytać…czytać…czytać to o czym piszecie. Ciekawszej „lektury” na wesołki i smutki, na radości i melancholie nie spotkałam do tej pory – tu znajduję to, czego mi do szczęścia potrzeba – taki mój mały świat. Szkoda tylko, że pejzaże Czado nie otaczają mnie na co dzień (ale może to i dobrze, bo mam niekończące się marzenia), a ludzi których tu spotykam, obok mnie w „realu” nie ma. Cieszę się jednak, że wiem gdzie mogę Was spotkać i właśnie TU z Wami pobyć. Pozdrawiam gorąco wszystkich łazików pejzaży karpackich
1 Luty 2007 19:02
A to miło jest wiedzieć o czym w schronisku przy np. grzanym piwie się rozmawia, bo nigdy w takiej rozmowie nie uczestniczyłam, nawet dłużej niż po „pieczęć wędrowną” się nie zatrzymywałam – czas był pod wydział, a zachody słońca goniły, by zdąrzyć zejść ze szlaku przed zmrokiem.
1 Luty 2007 17:30
…no bo wiesz …w dobrym towarzystwie lubimy wszyscy bywać…widocznie … i miło tutaj pogadać sobie o sprawach chwilowo najważniejszych, gdy się wie ,że więcej nas łączy niż dzieli i że mamy sobie coś do powiedzenia, dobrze mi tu…
1 Luty 2007 16:06
Wielkie dzieki! Jesteś Wielka! Pozdrawiam.
1 Luty 2007 16:02
Wywołany muszę wychylić się zza monitora… ja… się zgadzam na wszytsko co wymyślicie.Przyznaję wszystkie tytuły które miałem, mam i bedę miał. Gór, wiatru, deszczu, chmur i słońca, ziół, traw, liści, grzybów… nie zabraknie… i bardzo ciesze się, że klimat, rozmowy tutaj, coraz bardziej przypominają te w schronisku.
1 Luty 2007 14:42
Gratuluję trafnego typowania potwierdzonego przez Iwonkę.
1 Luty 2007 14:39
Dziękuję również ja za pomocną dłoń i myślę, że nie trzeba Ciebie zachęcać do odwiedzania Waldkowych Pejzaży. Kto raz w nie wpadnie, już się nie uwolni, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ze swojej strony miałam jeszcze dopisać sugestie na owoce czeremchy lub bzu czarnego, ale Twoja odpowieź mnie ubiegła.Przychylam się do propozycji Ameli nadania Ci tytułu i pieczęci Nadwornego Botanika, ale zapytajmy jeszcze właściciela blogu. Jak tam, Czado ? Zechcesz osobiście i formalnie mianować Iwonkę ?
1 Luty 2007 00:45
Dzięki Iwonko, że nas odwiedziłaś i pomogłaś w rozwikłaniu roślinnych zagadek – Twoje wprawne oko potwierdziło spostrzeżenia Mariony więc możemy już chyba „przyklepać”, że Waldkowe tajemnice to trzmielina i kruszyna, ale czekamy jeszcze na zdjęcia roślinek w pełnej krasie, by nie mieć już żadnych wątpliwości.P.S. Dla nas już jesteś botanikiem i to bardzo, bardzo pomocnym, a jeśli nie masz nic przeciwko temu, to składam wniosek u blogowiczów i gospodarza bloga o nadanie Ci tytułu Nadwornego Botanika w Królestwie Pejzaży Waldka Czado
Wpadnij tu czasami – z pewnością na wiosnę Czado zadba jeszcze o niejeden „trudny orzech do zgryzienia” – bo jak widzisz w kwestiach botaniki leżymy zupełnie, a ciekawość świata nie daje spokoju.
31 Styczeń 2007 11:58
a i jeszce dodam ze ze mnie botanik to bedzie-jak mgr zrobie-czyli za 1,5 roku:)takze jeszce ze mnie kaine botanik;)
31 Styczeń 2007 11:54
hejka! juz wam help-uje blogowicze Waldka Czado:) i sorki droga blogowiczko Carrmelita-czyli chyba Lidio W. ze tak pozno odp. ale sesje mam-wiec kaine czasu na odwiedzanie bloga;) very trudno tak rozpoznac rosl.tylko po zdjeciu- ale mysle ze z tymi cudnymi czerwonymi owocami to „resztki” trzmieliny zwyczajnej (Euonymus europaeus)- z owockami zwieszajacymi sie z galazek i pozostałoscia 4-klapowej torebki. a pod nią jest prawdopodobnie kruszyna pospolita (Fragula alnus) lub śliwa tarnina-chociaz stawiam na ta pierwsza gdyz sliwa jest bardziej „krzaczkowata”:) pozdrawiam!!! ps. zdjecia jak zwykle cudne!
31 Styczeń 2007 00:28
Czado, w duszy „telepatycznie” proszę Twojego Anioła Stróża i mam nadzieję, że brak dostępu do foto na dysku nie okaże się wieczny. Tfu, tfu , tfu, odpukać w niemalowane, przesądna nie jestem, ale każdy „środek zaradczy” na tą chwilę może być dobry.Mnie coś takiego spotkało – niepowetowana strata chwil, które nigdy nie wrócą. To nie było nic wielkiego, żadne cudowne narodziny kolejnego mieszkańca planety czy inna podniosła chwila lecz zwykły remont mieszkania, ale pełen historii i zagadek, które odkrywaliśmy z każdą kolejną warstwą tapety, później farby. To czego dowiedzieliśmy się o poprzednich właścicielach mieszkania „odkrywając ich ściany” sami by pewnie o sobie nie powiedzieli – jedną z warstw stanowiły gazety – chyba Trybuna Ludu z ’76 r. Dobrze, że wtedy zaczynałam „przygodę ” z komputerem i tak naprawdę nie pamiętam, ile danych faktycznie przepadło. W nieświadomości łatwiej stratę przeboleć.
30 Styczeń 2007 23:56
Faktycznie – tak jak napisała ~mariona – trzmielina i kruszyna są trujące, ale ciekawostką jest, że kruszyna to roślina lecznicza, a jej kora wchodzi w skład wielu mieszanek ziołowych o działaniu…(napiszę fachowo) pobudzającym perystaltykę jelit
Każdy z nas ma różne dolegliwości, ja też kiedyś próbowałam zaradzić na takowe pijąc z polecenia pani aptekarki ziołową herbatkę z kruszyną…….myślałam, że umrę i świtu nie zobaczę…….teraz już wiem dlaczego. Dobrze jest mieć świadomość ziółek wchodzących w skład tych „cuuudoooownych” naparów.Wybaczcie mi moją „rozwiązłość” języka, ale to tak ku przestrodze dla innych
30 Styczeń 2007 22:35
…za płatki leciutkie ,srebrzyste, za zmarznięte ręce,za herbatę z prądem później , za różowe policzki w trakcie, za kurz srebrzysty gdy zamieć na dworze i ciepło w domu, i za to ze MASZ ZAPASY OPAŁU NA ZIMĘ SŁONECZKO TY MOJE…karpackie …i za te sny….
30 Styczeń 2007 22:25
Bardzo chętnie, tylko jutro muszę o szóstej do pracy. Nie wiadomo czy wcześniej nie będę musiał godzinę narabiać łopatą by się przeprawić z autkiem od garażu do drogi. Musze wstać godzinę wczesniej. I za co ja tak kocham zimę?
30 Styczeń 2007 22:11
…trzymam kciuki z Carrmelitę i się cieszę ,że to może nie była ta kruszyna ,którą delektować się tylko jeden raz można, a tak nawiasem mówiąc to taki za mnie botanik, jak z Czarodzieja, ale co mi tam czekam spokojnie na jakieś czary niespodziewane, chyba ,żeby ktoś nobla w dziedzinie botaniki sie spodziewał, będę sekundować, a póki co doping w strefach śniegowych zorganizowałam sobie i marzyć mogę na jawie bez wyrzutów sumienia (15 zł dniówka), dla wszystkich nocnych marków cieplutkie puszyste bywanko zimowe…CZADO NIE ŚPIJ , tylko pij piwo i obserwuj gości…
30 Styczeń 2007 22:04
Dzięki, Ameli, że się napracowałaś. Nauka „nie pójdzie w las” a ciekawskich, jak Ty jest sporo. Ja też poszperam. Napisałam do Iwonki – botanika, ale jeszcze nie odpisała na blogu. Może się odezwie, a nawet jeśli nie, to sami z Waldkiem damy sobie radę !
30 Styczeń 2007 21:57
Tak, koniecznie zrób, Czado zdjęcie w całej okazałości temu tym CUDEŃKOM. Czekam z niecierpliwością. Dociekliwość Ameli też mnie dopadła. Szukam w „Ogrodach” i na płytowej encyklopedii drzew i krzewów. Zobaczymy co wyszperam.
30 Styczeń 2007 12:28
To były owoce na krzaku. Niestey z powodu awarii dysku nie mam dostępu do reszty zdjęc, kóre wtedy zrobiłem, bo one wyjaśliłybu z pewnością wszystko.Wiem jednak, gdzie to było (łaka przy lesie) więc jak będę przechdził to pstryknę całą roślinę.
30 Styczeń 2007 02:23
1.Trzmielina zwyczajna 2.Bez czarny lub Winobluszcz pięciolistny ewentualnie Czeremcha ?Zadając pytanie o tajemnicze roślinki niezłą „prace domową” sobie zadałam…”Kazał pan musiał sam”
Oczywiście żartuję, sprawiło mi to nawet przyjemność…Dzięki ~mariona, że pośpieszyłaś nam z pomocą.Zimowe okazy nie dawały mi dzisiaj spokoju…w wydziałowej bibliotece przejrzałam możliwe książki botaniczne, internet aż grzał się od przeszukiwania stron i … (uprzedzam, że mogę się mylić) …dziwadełka z górnego zdjęcia też podpięłabym pod TRZMIELINĘ ZWYCZAJNĄ, bo nic bardziej podobnego nie znalazłam. Jednak na wszystkich letnich zdjęciach z atlasów górna część owocu była różową nadmuchaną poduszeczką, pod którą zwisały pomarańczowe kulki, zresztą całość prześliczna w kształcie i kolorze – tak więc Czado zadanie dla Ciebie – proszę sfotografuj nam latem domniemaną trzmielinę, byśmy nie mieli już wątpliwości
A co do lodowch czarnych kulek to dużą zagadką, ale pomocną okazał się czerwony „drapak”, do którego są one przytwierdzone…Taką czerwoną łodyżkę ma np. CZARNY BEZ, ale przyczepionych do niej owocowych kulek jest dużo i zwisają z łodygi. Może tu zostały już objedzone przez głogne ptaszęta? Owoce czarnego bzu nie mają też „antenki” na czubku kulki -takiej, którą widać na środkowym owocu Waldkowego zdjęcia. Antenka sporo kłopotu sprawiła w identyfikacji rośliny, bo mało które taką mają (ja osobiście znam tylko jagody). W przypadku CZEREMCHY jest podobnie, ale tu kulek na łodydze z zatury jest mniej i kolor owoców też graniczy niemal z czernią, tak jak u bzu. Zarówno czarny bez jak i czeremcha są niewielkimi drzewkami, a może nawet do krzaków się zaliczają. Natomiast WINOBLUSZCZ to rodzaj pnącza i u tego kuliste owoce rozmieszczone są na takim właśnie kanciastym „drapaku”, nieregularnie i nie jest ich dużo. I tu pytanie Waldku do Ciebie, oczywiście jeśli chcesz „przysłużyć się nauce” i rozwikłać zagadkę – Jak wyglądał właścieciel lodowych kul, czy był to krzak czy może pnącze?Tyle tylko mogłam zrobić i właściwie nie wiem czy temat jeszcze Was interesuje…bo jak ktoś słusznie napisał: Nieważne co to jest – ważne, że piękno widać …To podobnie jak w malarstwie abstrakcyjnym – tam raczej nikt aż tak w „piękno” tych obrazów się nie wgryza, a koneserów mają wielu, ale…ciekawska natura czasami bywa silniejsza. Pozdrawiam wszystkich dociekliwych i tych mniej zainteresowanych
29 Styczeń 2007 22:33
Panie Waldku, zagranie „belferskie”. Stawiam na Trzmielinę zwyczajną a niżej być może Kruszyna pospolita- młody pęd z dojrzałym owocem w „zimowym makijażu”. Jeśli tak, to nalewkę z tych owoców można wypić tylko raz. Dla tak kuszącego wyglądu może warto?
29 Styczeń 2007 11:31
prześliczne…
29 Styczeń 2007 10:35
U Was tę zimę to widać.Bo w „Krainie Deszczowców”nie ma już śladu po niej.
29 Styczeń 2007 10:17
Nie ważne jaka to roślinka,ważne,że widać piękno na tej fotografii i obojętnie czy po nalewce z tarniny czy innej, czy bez.Ale dyskusja fajna,uwielbiam czytać te „dzieła sztuki”.Wszyscy jesteście Wielcy.Mi chwilowo brak weny twórczej.Pozdrawiam Iga
29 Styczeń 2007 00:05
To chyba tylko ja tu bez „wspomagacza” sile szare komórki, ale cóż…nie każdy może mój Boże. Ech tam, dzisiejsze zagadki rzeczywiście nie do rozwiązania bez pomocy czegoś lub kogoś…ja się już poddaje. Zdrowie Wasze w gardła nasze… ;PPozdrawiam ciepło i dzięki za wesoły wieczór – nowy dzień dzięki Wam w pogodnym nastroju rozpoczynam…
28 Styczeń 2007 23:17
…jak najbardziej, bo BIESZCZADY gościnne są niezwykle i nie pozwolą Ci zmarznąć, dziewczyno…
28 Styczeń 2007 22:58
…och ,Carrmelita, a ja myślałam (?!)…że wiesz co to za pierońskie roślinki są ,a Ty sobie pod urokiem urugwajskich specyfików pozostajesz? no wiesz…
28 Styczeń 2007 22:37
Wiem, co to jest ! Zmrużyłam oczy i doznałam olśnienia po kieliszku czerwonego, wytrawnego z Urugwaju ! To model związku chemicznego, no wiecie, schemat cząsteczki wysoce energetycznego soku z tajemniczego owocu !
28 Styczeń 2007 21:03
Podobno to bardzo zdrowy „napój”, bo ma dużo wit. C, a czy cierpki w smaku, bo owoce tarniny chyba takie są? Ja znam tylko smak domowych „grzańców” z dzikiej róży – też rewelacja, a jaki kolor czasami mają, rubin z bursztynem się przy nim chowają
28 Styczeń 2007 20:40
A wrześniow-październikową porą można się przyplątać na naleweczkę z tarniny, jak będę łazić po Bieszczadach na jesieni ? Wtedy też może wiać a ja jestem zmarźluchem ..?
28 Styczeń 2007 20:34
Jeśli nie Ty, to i nie ja i inni którzy czasami „pudłują” z nazwami też nie będą chcięli się wypowiadać. A pominąć zagadkę i pytania o nią nie sposób. „Burza mózgów” trwa – może drogą dedukcji jakoś ją rozwikłamy i roślinki odzyskają swoją tożsamość. Albo w końcu jakiś botanik z pomocą pospieszy. PROSIMY ~Dziwadlo o ściągnięcie na blog Ilonki – botanika, która już ratowała naszą niewiedzę z opresji we wrześniu 2006
Marcello też nas poratuj…
28 Styczeń 2007 20:10
.. a co tam ,możesz się wypowiadać Włóczęgo karpacki jeden, a gdyby KTOŚ był gdzieś blisko na bieszczadzkich traktach to zapraszam na ten napój ,co to Czado go kiedyś produkował a ja przypadkiem w piwniczce mam zapasik, słodkie i mocne w sam raz na te zawieję za oknem, żeby mi NIKT z blogowiczów nie zmarzł jak tu trafi….
28 Styczeń 2007 19:56
Z nazw botanicznych pamiętam Tarninę, bo robiłem z tego dobry napój i Żywiec choć to kwiatek, tak jakoś trzyma się nazwa głowy. Znam też kilka gatunków drzew, warzyw i owoców, odróżniam zboże od trawy, zieniaki od buraków i natym popisy wiedzy botanicznej definitywnie kończę. HOWK!
28 Styczeń 2007 19:40
Może jednak lepiej będzie, jeżeli nie będe wypowiadał się w kwestiah botanicznych…
28 Styczeń 2007 19:30
…wobec INNYCH TALENTÓW, o których ogólnie wiadomo (nie o wszystkich niestety) WYBACZAMY Ci niewiedzę botaniczną ,KTOŚ nas wreszcie uratuje i powie coś Ty narobił na zdjęciach swoich ślicznych, TWOJE ZDROWIE…;o)))
28 Styczeń 2007 19:26
Dwa lata temu czytałam książkę i opisane zapachy mocno podziałały na wyobraźnię, a pracownia starego mistrza perfumiarza usytuowana na moście jest taką w jakiej sama chciałabym pracować – nawet po przeczytaniu książki szukałam szkoły, w której kształci się tzw. NOSY, ale to Paryż u nas takich „szkół” nie ma. Na film raczej się nie wybieram, gdyż z opinnii znajomych więcej jest w nim „brudnych” scen o nieprzyjemnym zapachu niż woni rozkwitających kwiatów – wolałabym nie psuć tego co w mojej pamięci zachowałam.
28 Styczeń 2007 19:24
O kurde! Rzeczywiście, tarnina była obok.Teraz sobie przypominam.
28 Styczeń 2007 19:13
…Czado? przecież tarnina ma okropne kolce,pamiętam az za dobrze i nie ma takich czerwonych gałązek tylko normalne ciemnawe burawe i co teraz będzie? czyżby RATUNKU BOTANICY!!!
28 Styczeń 2007 19:05
Czarne kule to owoce tarniny, nazwy tych dugich nie pamiętam, ale nie są z ogródka przy domu. Pozdrawiam.
28 Styczeń 2007 18:26
Tak Ameli, wzywamy p.Waldka na pomoc w rozszyfrowaniu zagadki, a jeśli On nam nie podpowie, to apelujemy do wszystkich pasjonatów biologii ! Co do zamrożonych owoców, to obstawiam jednak jagody, gdyż późną jesienią zostają czasami takie „wyschnięte drapaki” bez liści, na których uparcie siedzą pojedyncze owoce. Natomiast w kwestii magnolii i ich możliwych kolorów, to widziałam kiedyś w Ogrodzie w Powsinie, na przedwiośniu las magnolii o przedziwnych barwach. Były wśród nich nawet takie o pączkach prawie czerwonych, a kwiatach w głębokim różu wrzosowo-czerwonym. Cuda nieziemskie, a jak pachniało ! A’propos, widziałaś już „Pachnidło” w kinach, bo ja jeszcze nie ?
28 Styczeń 2007 18:01
Tak, te kryształowe czarne kule rzeczywiście mogą być jagodami, ale pytam, bo zawsze widziałam je w zielonym otoczeniu i na krzaczkach obrośniętych drobnymi listkami, a nie na czerwonym „drapaku”, który nieodparcie kojarzy mi się z nogą flaminga i ta biel wokoło zupełnie odrealnia obraz jagódowych pól pozostały w mojej pamięci z letnich wypraw. A co do pierwszych owoców o „fikuśnych” kształtach to raczej nie magnolia, choć jej kwiaty pięknie wyglądałby w tej szklanej scenerii. Gdy widziałam owoce magnolii to były różowiutkie, a tu taki cynober – powiedziałabym „kogucia” czerwień – za jej zadziorność. Dziś tak ornitologicznie się skojarzyło…P.S. Marrcelino prosimy o pomoc w rozpoznaniu tych tajemniczych okazów. Wiem, że świetnie radzisz sobie z zagadkowymi roślinami p. Waldka
28 Styczeń 2007 17:22
Tak, Twoje makra są bajeczne ! Cudownie przyłapana „na gorącym uczynku” przedwczesna wiosna i zamrożona nie tylko w kadrze. Figlarne, wiosennne pączki i płatki zaszalały, zabalowały i zajrzały do szkatułki z ozdobami Królowej Śniegu. Zachciało im się diamentowych, lodowatych kolii i broszek. Tylko nie wiedziały, czym grozi im ta próżność i ciekawość …
28 Styczeń 2007 17:11
Czy te gałęzie z czerwonymi pączkami to przypadkiem nie odmiana rododendrona, a może azalie, bo chyba nie magnolie ? A zamrożone owoce to mogą być nasze pospolite jagody – runo leśne ?
28 Styczeń 2007 13:42
Bardzo lubię, jak pan fotografuje szczegół.
28 Styczeń 2007 10:37
…..w lód zaklęte małe serca pragnące roztopić się w bliskości czyichś spojrzeń i marzeń i wruszeń czekają na gorące dowody miłości promieni słonecznych, wyczekują zjawisk nieziemskich trochę zbyt późno albo za wcześnie, czekają na swój czas….pełne i gotowe, ubrane w kolory jesieni, zakute w srebro, obiecują miłość bez końca do promyka każdego, ale czy dotrwają ? czy też będą musiały teraz zamarznąć na wieczność z powodu swej opieszałości?….
28 Styczeń 2007 04:29
Niby zima, a owoce dorodne jak latem – jesienią były suszone, teraz mamy mrożonki…natura o wszystkich pamiętała i zadbała.P.S. Czy ktoś wie, jak nazywają się rośliny, których owoce widzimy ? Szczególnie te czerwone frapują, bo mają takie osobliwe kształty.
28 Styczeń 2007 04:18
…”Gdyby pył śniegu gdzieś z gałęzi szczytnejStoczył się i dźwięk srebrny, nieuchwytnyBudząc potrącił drugi w swej pogoni, Wnet park stustrunną gędźbą się rozdzwoni”…L. Staff Zima (niewielki fragment)Widzę, że dary natury zamknięte zostały w kryształowych kulach, w tle skrzypią szklane gałęzie, może więc i w pobliżu stoją „szklane domy” ? Kto wie, może to tu skrywana jest utopijna wizja; może to tu jest upragniony raj gdzie oddycha się „powietrzem szerokim, olbrzymim” ?