Blog roku 2005

Beskid Niski

Jednym ze sponsorów biegu Zamczyska Trail była firma Ledlenser Polska, od której otrzymałem do testów latarkę H7R.2. To czołówka przeznaczona do długich nocnych działań posiadająca wiele zalet:

  • - Niewielka masa (165 g).
  • - Wygodne podwójne zasilanie (ładowany wymienny akumulator /baterie AAA).
  • - Ergonomicznie, płynnie oraz  skokowo regulowana moc światła.
  • - Płynnie regulowana szerokość wiązki.
  • - Stabilnie i wygodnie leży na głowie.
  • - Czerwone światło z tyłu podnoszące bezpieczeństwo i wymagane regulaminowo podczas startów, gdzie trasy fragmentami prowadza po drogach publicznych.

Nie miałem jeszcze okazji testować jej na wielogodzinnych nocnych biegach, ale pierwsze krótkie próby robią bardzo dobre wrażenie. 

 

 

 

 

 

Pierwsze w historii zawody na "moich" Zamczyskach.

Dziękuję Organizatorom, Sponsorom, Woluntariuszom, Zawodnikom i Kibicom za te bardzo udane zawody. 

 

Z Cergową i Przymiarkami

 

 

 

 

 

 

 

Są miejsca, do których taka pogoda pasuje.

 

 

 

 

 

 

 Cergowa z Bani Szklarskiej, jesienny świt.

 

 

 

 

 

Jeszcze na gorąco, póki boli nadwyrężone kolano, próbuję spisać wrażenia, strzępy myśli...

Pierwsza, ta dominująca wryta w mózg na ostatnich kilometrach lasu do Komańczy:

NIGDY WIĘCEJ!

Urabianie butami błota o konsystencji gęstego ciasta, z którego trudno wyciągnąć grzęznące powyżej kostek stopy niewiele ma wspólnego z bieganiem. 

To jakiś survival, a ja chciałem tylko biec po błocie...

Mimo, że ukończyłem zawody 7 godzin przed limitem z wynikiem, który przed startem brałbym w ciemno, nie potrafiłem się cieszyć.  Nawet na piwo nie miałem ochoty. Nie było tej euforii, stanowiącej najcenniejszą nagrodę za ukończenie każdego biegu, pozwalającej zapomnieć o bólu i zmęczeniu, powodującej, że ostatnie metry pokonuje się tak jakby nie było tych 150 km i że tuż po przekroczeniu mety myśli się o nastepnych startach. Do tego chyba potrzebni są kibice, ale kto będzie kibicował o 4-tej nad ranem w Komańczy. To nie Chamonix. Może gdyby bieg kończył się w dzień… Nie wiem, może to we mnie coś się wypaliło. Na szczęście na mecie miałem ukochaną rodzinę i przyjaciół – jeszcze raz dziekuję za wsparcie. Bez Was czułbym się jak zbity pies.

Najlepsze chwile biegu to spotkania z żoną, dziećmi, wnukami i przyjaciółmi. Na zawsze zapamietam rewelacyjny Punt Kibica w moim Rymanowie Zdroju, na wspomnienie którego wzruszam się jeszcze teraz. Dla mnie to tu na 110 kilometrze była meta. Tu byłem u siebie i tu wolałbym zostać. W moim widzeniu reszta, czyli pozostałe 40 km, to bolesna formalność, którą należało dopełnić. 

Obsługa wszystkich punktów żywieniowych była bardzo miła i pomocna, ale szczególnie zapamiętałem serdeczność, wsparcie i doping gospodarzy w Bartnem i Iwoniczu Zdroju. 

Pełny serwis w Chyrowej i Puławach można porównać z tym co widziałem na trasach UTMB, może z tą różnicą, że tam jeśli masz ochotę nawet na 10 dokładek bulionu nie ma z tym żadego problemu ;).

Niezwykłe, wręcz mistyczne były punkty na Bukowicy, Wahalowskim Wierchu i Przybyszowie. Jeszcze teraz wydają mi się piękną zjawą, kolorowym snem. 

Bardzo liczna, czujna obecność kolegów GOPR-owców dawała poczucie pełnego bezpieczeństwa i komfortu psychicznego. Wyrazy podziwu i podziękowania dla Organizatorów - pełny profesjonalizm. 

Pogoda idealna do biegania, przyroda czarowała pełnią jesiennych barw. Bardzo załuję, że nie było czasu zachwycać się dłużej, fotografować i że start o północy powodował, że wiekszość biegu odbyła się w ciemnościach bez możliwości podziwiania tych pięknych terenów po których biegliśmy.

c.d.n.

Dziekuję kibicom i Rodzinie za fantastyczne powitanie na mecie. Jesteście kochani!

Strony

Subskrybuj Beskid Niski