O ! Widzę, że cytujesz moją ulubioną „Dezyderatę” z „Piwnicy pod Baranami „. Ja znam ten tekst z piosenki, a nie z oryginału. To wspaniały utwór chyba z końca XVII wieku, znaleziony w kościele św. Pawła w Baltimore. Przypomina mi się także „Wielki Błękit” – nie koniecznie w skojarzeniu z morzem, ale raczej z niebem.
Projekt nie upadnie możemy być pewne, bo Waldowy blog fanów ma wielu, pytanie tylko ilu byłoby zainteresowanych spotkaniem. Sądzę, że na hasło Waldka odzew będzie spory.Jest jeszcze druga opcja, że to my-blogowicze podejmiemy się zorganizowania spotkania, na którym Czado byłby honorowym gościem, a my dla odmiany gospodarzami I wtedy „szum i zamieszanie” byłyby wskazane – tu przyznaję Ci rację, bo dzisiejsze czasy tego się domagają i bez nich trudno o przebicie. Lecz ja się przed tym wzbraniam bo to mój dzień powszedni i … wiadomo. Jeśli ktoś będzie chciał w spotkaniu uczestniczyć to sądzę ze „poruszy niebo i ziemię” by się tam znaleźć – znam to z autopsji Faktem jest, że charyzmy i dużego zaangażowania przy organizowaniu tego „typu spraw” potrzeba.Co do strony internetowej, to raczej nigdzie indziej jak tutaj powinniśmy się „oflagować”… rzadko bywam na innych stronach i nie wiem jakie tam panują „zwyczaje” – no chyba, że … powstałaby dodatkowa – organizacyjna podpięta pod pejzaże, ale nam ona nie była potrzebna – wystarczyły namiary spotkania i nr. tel. i udało się Ja jednak na razie w tej kwestii przycichnę, bo mnie tu pełno – debatujemy i rozprawiamy, a Gospodarza jak „na lekarstwo” – bardzo odczuwa się Jego brak… Czado gdzie jesteś, stęskniliśmy się już za Tobą – Twoim słowem… Co tam u Ciebie wiadac? (parafrazując)Pozdrawiam gorąco
i Pokój nieba, Pokój gór. Wielki (s)Pokój… „Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu, pamiętaj jaki pokój może być w ciszy…” Pozdrawiam najserdeczniej! Hej! a niebo nade mną jak góry…
Co do mnie, Ameli, to naciskam z całych sił na ‘blogowy spęd’, bo wydaje mi się, jak znam życie, że dzikich tłumów na spotkaniu z pewnością nie będzie, więc nikt lasów i łąk nie zadepcze. Jak uda się zgromadzić 10-15 osób to będzie już wielki sukces. Dlatego trzeba nam ‘szumu’, trzeba nam zamieszania i wytrwałego ‘uczepienia się’ tematu, bo w trakcie realizacji i tak para uchodzi z projektu. Im więcej zapału i dobrych, mobilizujących chęci tym lepszy efekt na koniec. Jak zaczniemy w letniej temperaturze ‘kibicowanie’ projektowi spotkania, to wszystko rozejdzie się po kościach …. a to byłoby smutne. I tu mnie masz, Ameli ! Powiedz mi, na jakiej stronie w Internecie mam rozwinąć swój transparent ‘ZA’ projektem, a ja już tam pędzę, żeby się oflagować ! Pozdrawiam żarliwie !
…to raczej ja mam obawy, czy mi słów „nie zabraknie”, by się Waldkowi „wypłacic” za cudowne zdjęcia, które tak bardzo pobudzają wyobraźnię i regenerują duszę. Często trudno emocje i wzruszenia, co w środku kielkują na literki przełożyc… myśli lekkie w biegu dnia się gubią, a palce sztywne nie nadąrzają za ulotnością spostrzeżeń, by je spisac…ale próbuję.I tak sobie myślę…, że my wszyscy i Czado w tym bajkowym świecie żyjemy na zasadzie symbiozy…. jesteśmy sobie chyba nawzajem potrzebni. Waldek daje nam to czym może się z nami podzielic – piękne pejzaże, marzenia i przytulne miejsce, gdzie możemy się schowac przed haotycznym światem. Dzięki pejzażom karpackim mamy gdzie dac upust swoim fantazjom i bajdurzeniom… możemy byc sobą w swojej niekiedy dziecięcej radości i błogości, nie musimy krępowac swoich „delikatnych” myśli… a przychodząc tutaj możemy zrzucic „gruboskórnośc”, którą przybieramy na co dzień, by ocalic piękne myśli. A my … jak tylko potrafimy dzielimy się swoimi emocjami, przeżyciami, wspomnieniami i podtrzymujemy Waldka na duchu, że jest ogromny sens w tym co robi, że to wszystko nie ginie w eterze, a w sercach pozostaje (pamiętacie… jesienią’ 06 przyszło zwątpienie i Nasz Fotograf tarcił siły, by dalej prowadzic blog – całe szczęście nie poddał się). Wiem, że Czado nie robi tych zdjęc tylko dla nas bo jemu samemu sprawia to ogromną radośc i daje satysfakcję, i bez aparatu to dla Niego jak bez powietrza, ale też jestem przekonana, że wiele pracy i energii kosztuje Go prowadzenie tego „zakątka dobrej nadzieji”… tym bardziej z taką regularnością i przez tak długi czas…Już niedługo, bo 1 czerwca będziemy mieli „małe” blogowe święto – TRZECIĄ ROCZNICĘ PIERWSZEGO WPISU… no i jak tu nie gratulowac naszemu Kochanemu Gospodarzowi wytrwalości … Waldku oby jak najdłużej… „do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej”.I nie naciskajmy tak mocno Waldka (lekko to chyba możemy w sprawie „spędu blogowiczów”, by go nie „spłoszyc”, bo pewnie obawaia się o swoje góry bysmy mu scieżek nie rozdeptali gdy całą chałastrą tam wkroczymy Ale dobre fluidy po blogu krążą, myśli w głowie Wadlka już się zawiązują i krystalizują więc powolutku…poczekajmy, poczekajmy cierpliwie i może nasze kolejne marzenie się spełni, ale wiecie…. bardziej wyczekane i wytęsknione więcej radości sprawia – jak z prezentami Pozdrawiam wszystkich wtrwałych:- w cierliwości- w prowadzeniu bloga - i tych którzy maja siły dobrnąc do końca moich wpisów
To znaczy J, że u Ciebie mamy poszukiwac naszych Aniołów Stróżów gdy czujemy, że nas opuściły? Czyżby, że nie tylko bieszczadzkie upodobały sobie Twoje zakątki, by wytchnienia zaznac ?Ten, którego znalazłaś z ciemnymi skrzydłami i małomównego może z Beskidu Niskiego przyleciał, ale duchem Bieszczady pewnie też ogarnia.Martwi mnie tylko jego skaleczone skrzydło… oby podopiecznemu nic nie było. Szepnij Aniołowi dobre słówko otuchy i pocieszenia, tak jak potrafisz przepieknie i niech wraca do swojego „umęczonego obowiązkami” właściciela – nich nie czuje się samotny lub opuszczony……z pewnością go poznasz…może my też…lepiej
„Rozpostarta płachta niebazawsze daje to, co trzeba;przez tę płachtę, pod sam kręgosłupprześwituje sama wiedza;kiedy zbieram z niej bez wahań — zwykle trafiam w to, co czuję,jeśli mniej premedytuję,jeśli mniej kalkuluję… w życiu!”:)
Gdy Anioł się błąka, to może być to Anioł upadły …. Może być też tak, że podopieczny Anioła Stróża nie należy już do świata żywych, ani do świata umarłych … czyli jest duchem …i wtedy Anioł błądzi, żeby go znaleźć i ‘sformatować’. ‘Dziwna nocy, przenikliwa nocy, przejrzysta, jak skrzydło anioła’.
… i jabłko pieczone z patyka zajadać i pilnować ognia, co na polanie tańczy i patrzeć, jak płonie w nas żar emocji i wspomnień …. i śpiewać, co nam w duszy gra, aż obudzi się leśne licho … gdzieś na skraju poranka.
..i kosić trawę, kosić trawę, kosić trawę….. bo rośnie nieprawdopodobnie zielona i radosna ……jak trawka na wiosnę.. a później w ogniskowym żarze zakopać ziemnaki i jak się upieką to lekko posolić i jeść,gdy jeszcze parzą w palce….jak kiedyś…
….odnalazłam czyjegoś anioła stróża, nie wygląda na mojego…ma ciemne skrzydła i małomówny niezmiernie, jedno skrzydło ma poranione, jakby błądził pomiędzy skałami, a pomimo tego zbiera się do odlotu prosto w błękit, jest mądry i odważny, niewiele rozmawiamy…..niech wróci tam gdzie powinien, nie będę go zatrzymywać, chyba ,że tylko w pamięci myśli moich o tym Kimś , kogo będzie chronił….i kogo chciałabym poznać …..
Organizując spęd Blogowiczów w jakieś cudowne miejsce, bliskie sercu. Tam, gdzie jak na dłoni widać, co w trawie piszczy. Potem zabrać nas na szlak nad przepaście, parowy i doliny … liczyć ślimaki, zbierać deszczówkę, gonić sarny, kibicować jastrzębiom, gapić się na zachody słońca i zbierać chrust na ognisko ….
Góry zostały „wniebowzięte”…Piękne,pełne magii zdjęcie…Ale równie piękne są opowieści niestrudzonych nocnych bajarek,snujących-niczym Szeherezada-swoje baśnie.Pięknie piszecie-ameli,Carrmelito i J. Szczerze podziwiwam wyobrażnię i „język giętki”. Oj Czado-jak Ty się Im wypłacisz?
… bo Anioły nad tym gorącym morzem śmigają i mają tu darmową saunę. Grzeją sobie pióra i anielskie stopy nad parówką, podziwiają tatrzańskie turnie i zazdroszczą śmiertelnikom: ‘Oj, pochodziłby sobie Anioł po gołoborzach, po skałkach poskakał …Tak do siódmych potów, za siedem grzechów głównych na pokutę …’
Świetnie rude wredne ! Tak trzymać ! Byle nas było więcej i na pewno kiedyś nam się uda wspólnie powędrować, tam i z powrotem po Waldkowych szlakach ! Wiem co mówię ! Znam to z autopsji. Wystarczy tylko bardzo chcieć, zgadać się, zaplanować, ustalić termin dobry dla większości i wyruszyć na punkt zbiorczy. Potem wszystko potoczy się jak lawina i nic jej już nie zatrzyma ! Avanti !
Zapomniałam dodać, że inspiracją do tej dopiski, oprócz zdjęcia Czado był wspaniały film „Godziny” ( THE HOURS ) – reż. Stephen Daldry, z niezapomnianymi kreacjami Nicole Kidman, Julianne Moor, Meryl Streep i Eda Harrisa. To genialne dzieło ! Majstersztyk ! W swoim gatunku to jest, moim zdaniem, film 20-lecia. Do tego ‘smakowitego sosu’ dodajmy jeszcze muzykę Filipa Glassa i otrzymamy DANIE OBOWIĄZKOWE dla wszystkich sympatyków Waldkowego blogu. Bez dwóch zdań !
Łooooo! To nawet lepsze niż wino i książka! Nawet niż wino i książka razem wzięte!:) Moja droga, jesteś genialna:) Drogi Czado, wydaje mi się, że nie masz wyjścia:) Musisz zaakceptować naszą cudowną wspólną odmienność – tę małą wrażliwość na Twoje Góry, na Góry same w sobie, może kiedyś – na Nasze Góry:)
Jakby za Tatrami rozciągało się olbrzymie, gorące, parujące morze, które swymi oparami rozpuściło śniegi na zboczach gór i zabieliło niebieskie przestrzenie …
… i przybędziemy na zjazd foto-maniaków Twojego bloga, gdy tylko nas skrzykniesz do kupy na jakąś połoninę lub Dział, żeby razem powędrować na Twoje ulubione szlaki i wypić wreszcie tego Żywca, grzańca lub jabcoka. I rozpalić ognisko, wysuszyć ciuchy i rozprostować kości, upiec kiełbaski, jabłka i ziemniaki w żarze i pośpiewać po naszemu, po waszemu i zagrać na gitarze ( na pewno ktoś z blogowiczów nosi ze sobą gitarę ! ). Powspominać i narobić dużo dobrych zdjęć z wycieczki … Co Wy na to, co Czado na to ? Czyżbym znowu pisała o jedzeniu ? No nie ! Nie mogę wchodzić na blog na głodniaka. Idę zobaczyć, co się jeszcze w lodówce ostało …
Jak w życiu, Ameli. Kroczymy przed siebie w przyszłość wymarzoną, wyśnioną, gonimy szczęście … a za plecami, w przeszłości mamy przecież równie cenne ‘szkatułki z kosztownościami’. Tylko o tym nie wiemy, nie uświadamiamy sobie tego. Lecz, gdy się zatrzymamy i odwrócimy głowę, zobaczymy, że właśnie wtedy, w tym momencie sprzed wielu miesięcy lub lat byliśmy naprawdę szczęśliwi … choć jeszcze nie zdobyliśmy naszego Gerlacha i ciągle do niego zmierzamy … Bo szczęściem jest sama droga, wędrówka, włóczęga a nie tylko cel – szczyt.
… bo ludzie tam mieszkają życzliwi i zawsze skorzy, by do izby zaprosić i herbatki zaparzyć przemokniętym wędrowcom ( jak zdarzyło mi się ostatnio w Lipowcu koło Jaślisk i w Zawadce Rymanowskiej ) lub zabrać na stop’a, gdy deszcz pada i do celu daleko … Warto moknąć na szlakach i czuć zmęczenie w nogach, by spotykać takie dobre dusze. Lecz trzeba pamiętać o tym, by uśmiech mieć na twarzy, zawsze i wszędzie, czy słota, czy skwar … Bo nasze dobre myśli pomagają innym być serdecznymi …
…spójrz jeszcze… NIEBO się czesze, wiatrem niebieskie i kryształowe, niebawem wiatr się zamienia na wietrzyk….GÓRY się dzielą dobrą nowiną ,że wkrótce kwiatów rozkwitną kobierce na łąkach tatrzańskich……tak żeby ogarnąć wszystko nim uspokoi się dusza od tych widoków…magiczna chwila trwa, gdy ponownie spoglądam na ten fantastyczny pejzaż, który złowiłeś…. dobrze jest tak właśnie zaczynać nowy dzień ;o))))…..
Masz rację Rude… trafne spostrzeżenie… ten obraz jest tak nieskazitelny w każdym swoim milimetrze (pikselu), że nie sposób sobie wyobrazic, iż może kiedykolwiek… w innym czasie inaczej wyglądac.Ten widok jest niczym archetyp – uniwersalna matryca IDEALNYCH GÓR, w towarzystwie idealnej łąki, świerków, idealnego nieba…Takie obrazy zostają na Wiecznośc, przy nich czas jest ledwie pyłkiem ulotnym…W każdym kto tu zajży ten obraz pozostanie… mogę się złożyc… w jednych sercach na dłużej, inne krócej go w sobie przechowają, ale pomyślcie… Waldek tam był, na własne oczy to wszystko widział, na własnej skórze odczuł to piękno, własnym sercem doświaczył z pewnością niesamowitych przeżyc… jaki On musi w sobie nosic bogaty obraz tego niesamowitego widoku. My widzimy tylko coś małego, płaskiego, kolorowego na ekranie, a i tak tyle w nas emocji się budzi, tak bardzo ten pejzaż nas porusza, a co dopiero byłoby na żywo to wszystko poczuc? … Wyobrazic sobie nie jestem w stanie, mogę się tylko domyślac i ukradkiem zazdrościc niezapomnianych przeżyc, ech…Dziękuję niezmiernie Waldku, że dzielisz się z nami swoimi obrazami, a tym samym przeżyciami… jesteśmy z Tobą każdą chwilą, każdym obrazem, każdym wpisem i pójdziemy za Tobą bez wahania, gdzie tylko Cię oczy powiodą i nogi zaprowadzą . Szerokich horyzontów wędrowcze niedościgniony
A wiesz Czado z czym skojarzyło mi się dzisiejsze tatrzańskie niebo?Wyobraź sobie…wyobraźcie sobie… duży karton zamalowany w całości ultramarynową temperą – jak gdyby pędzel maczany był wprost w kolorze nieba … a na tym, zauroczony widokiem artysta szkicuje suchym, białym pastelem owy widok – piękne i harmonijne kształty górskich grzbietów, ale zawiał wiatr i sztaluga przewróciła się (i jak to bywa z kanapkami – masłem na podłogę… tak z obrazami – en face w trawę) I tak się nieborakowi rozmazał „niehchcący?” obraz ;PI dzisiaj właśnie widzę w Waldkowym Niebie niedokończone i rozmazane pasma białych łańcuchów górskich…A drugie skojarzenie… z tkaniną związane, bo te delikatne puszki obłoków, te rozczapierzone kawałki kłębków waty wyglądają jak srebrzystym jedwabiem atlasowe niebo przetkane …Z pewnością to misterna robota górskich skrzatów, albo elfy na tęczowych skrzydłach się wznosiły i swoimi drobnymi paluszkami wytkały jedwabne chmurki na atłasowej osnowie…… wiem bujach w różowych… ale dzisiaj mogę sobie na tą „ekstrawagancję” pozwolic ..więc uradowana korzystam
…a ja myślałam, że to jakieś „obcokrajowe” góry… W dużym stopniu zmyliły mnie czystośc barw i klarownośc powietrza, bo chyba rzadko kiedy Tatry przybierają tak odświętny strój. Z tego co ja widziałam, z fotografii innych osób i z kamer internetowych zwykle są ponure i zamglone, a tu proszę… taki słoneczny uśmiech dla wędrowca… Waldku Ty kochasz Góry, ale one Tobie nie pozostają dłużne i dzięki Twoim fotografiom na własne oczy widzimy, do czego są zdolne, by sprawic Tobie ( a przy okazji nam radośc…… a druga zmyłka to… „lustrzane” obicie Tatr, bo przecież ich charakterystyczną linię grzbietów dobrze znamy – lecz od NASZEJ strony – i nawet kilka zdjęc poniżej pokazałeś nam Tatry, ale przyzwyczajenie do obrazu, pewne jego zakodowanie w pamięci sprawiają, że wystarczy inna perspektywa, inny pkt. widzenia i nie potrafimy rozpoznac miejsca dobrze nam znanego … dlatego idac przed siebie dobrze co jakiś czas spojrzec za plecy, by nie stracic orientacji – dosłownie i w przenośni
~J. nasza kochana ~J. jak Ty pięknie piszesz … swoimi słowami koisz moją ( i pewnie nie tylko moją) szaleńczą tesknotę za tym, co Czado obiektywem i duszą uwiecznia, opowiadasz nam bajki na dobranoc? byśmy mieli zaczarowane sny…. Ty słowem , Czado obrazem, a my jak jak dziatwa stęskniona lgniemy pod Wasze … i nie tylko… skrzydła piękna, wrażliwości i dobroci … dzisiaj tak sentymentalnie…rano tu zajrzałam i potworna, niepohamowana tęsknota za wolnością, powietrzem i przestrzenią odezwała się we mnie… Całkiem niedawno wróciłam, a już bez wahania pokowałabym plecak po kolejną wyprawę, ale najbliższa dopiero pewnie w sierpniu…muszę cierpliwie czekac, całe szczęście czas jak zwariowany ucieka mi z tarczy zegara… to już niedługo…tak się pocieszam
bajki c.d. ……śmiałkom , którzy pragną tam dotrzeć już przed wyruszeniem w drogę zaczyna kręcić się w głowie i ogarnia ich dziwna choroba , uniemożliwiająca dalszą podróż …zadyszka i przewidywany ból nóg, na które pomaga jedynie duże piwo lub kilka innych napojów oraz spokojne siedzenie przed telewizorem (np.)…rzadko komu udaje się przezwyciężyć pierwsze symptomy choroby i to właśnie ONI spotykają dziwne wróżki, które jeśli tylko niedosyć zadowolone z towarzystwa owych śmiałków gotowe są zaczarować biedaków …a to w świerki przydrożne , a to w ptaki lub głazy,… ….czasami, gdy słychać perliste śmiechy pośród górskich przełęczy można sobie zacząć wyobrażać jak to owe wróżki z upodobaniem zajmują się czesaniem obłoków na niebie i wtedy powstaje takie właśnie UCZESANE NIEBO jak na tej fotografii….tylko niektórzy śmiałkowie bywają tam WIELE RAZY i czasem mogą to oglądać, jak Czado właśnie… i ONI wiedzą już ,że zawsze będą tam wracać……
Witaj!Proszę, nie potraktuj tego jak SPAMu .Poszukuję współautorów na bloga z szablonami, avatarami itp.. Serdecznie zapraszam fotografów, grafików komputerowych i znawców HTML & CSS.Jeśli nie masz na to ochoty to chociaż poinformuj kogoś, kto się na tym zna – będę bardzo wdzięczna .Więcej informacji na http://wspolautor.blog.onet.pl/.Z góry wielkie dzięki :*PozdrawiamPS. Piękne zdjęcia .
…za siedmioma górami, za siedmioma lasami, tam gdzie woda i niebo przestają być tylko sobą i za sprawą ziemskich obłoków stają się częścią wszechświata…jest taka kraina NASZYCH PRAGNIEŃ , gdzie wystarczy szeroko rozłożyć ramiona i mocno odbić stopy od zielonej łąki by wznieść się wysoko i poczuć wiatr, i wiedzieć ,że prawie wszystko jest możliwe…. bo tam każdy zostaje czarodziejem i potrafi spełniać marzenia … dotrzeć do niej można na kilka sposobów, z których każdy jest trochę niebezpieczny…najłatwiej zamknąć oczy i przywołać to miejsce w pamięci (możliwe tylko wtedy , gdy już się tam było), ale wtedy brakuje zapachów i chłodu powietrza…można też ubrać buty siedmiomilowe i ruszyć w drogę, ryzykując brak kompanów (niewyposażonych w podobne obuwie)…można znaleźć na to inny sposób …każdy powinien próbować tam dotrzeć , chociaż zapewne nie każdemu się to uda (?), po drodze czyha wiele niebezpieczeństw……c.d.n………
~Catherine
29 Maj 2007 11:52
cudowne… patrząc na to zdjęcie można zapomieć o Bożym świecie i przenieść się w prawdziwą bajkę. No po prostu cudnie.
~takitenkrakow.blog.onet.pl
28 Maj 2007 17:16
zapowietrzył mnie:):) ten cudny widok!!!pozdrawiam:)
~Carrmelita
26 Maj 2007 19:28
O ! Widzę, że cytujesz moją ulubioną „Dezyderatę” z „Piwnicy pod Baranami „. Ja znam ten tekst z piosenki, a nie z oryginału. To wspaniały utwór chyba z końca XVII wieku, znaleziony w kościele św. Pawła w Baltimore. Przypomina mi się także „Wielki Błękit” – nie koniecznie w skojarzeniu z morzem, ale raczej z niebem.
pasimba@onet.eu
25 Maj 2007 22:52
śliczne, można sie zapatrzyć i odpłynąć…
~ameli
25 Maj 2007 03:31
Projekt nie upadnie możemy być pewne, bo Waldowy blog fanów ma wielu, pytanie tylko ilu byłoby zainteresowanych spotkaniem. Sądzę, że na hasło Waldka odzew będzie spory.Jest jeszcze druga opcja, że to my-blogowicze podejmiemy się zorganizowania spotkania, na którym Czado byłby honorowym gościem, a my dla odmiany gospodarzami I wtedy „szum i zamieszanie” byłyby wskazane – tu przyznaję Ci rację, bo dzisiejsze czasy tego się domagają i bez nich trudno o przebicie. Lecz ja się przed tym wzbraniam bo to mój dzień powszedni i … wiadomo. Jeśli ktoś będzie chciał w spotkaniu uczestniczyć to sądzę ze „poruszy niebo i ziemię” by się tam znaleźć – znam to z autopsji Faktem jest, że charyzmy i dużego zaangażowania przy organizowaniu tego „typu spraw” potrzeba.Co do strony internetowej, to raczej nigdzie indziej jak tutaj powinniśmy się „oflagować”… rzadko bywam na innych stronach i nie wiem jakie tam panują „zwyczaje” – no chyba, że … powstałaby dodatkowa – organizacyjna podpięta pod pejzaże, ale nam ona nie była potrzebna – wystarczyły namiary spotkania i nr. tel. i udało się Ja jednak na razie w tej kwestii przycichnę, bo mnie tu pełno – debatujemy i rozprawiamy, a Gospodarza jak „na lekarstwo” – bardzo odczuwa się Jego brak… Czado gdzie jesteś, stęskniliśmy się już za Tobą – Twoim słowem… Co tam u Ciebie wiadac? (parafrazując)Pozdrawiam gorąco
~Asia
24 Maj 2007 23:03
„…a góry nade mną jak niebo, a niebo nade mną jak góry…” czy to robi różnicę? pozdrowienia!
~Asia
24 Maj 2007 23:02
i Pokój nieba, Pokój gór. Wielki (s)Pokój… „Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu, pamiętaj jaki pokój może być w ciszy…” Pozdrawiam najserdeczniej! Hej! a niebo nade mną jak góry…
~Carrmelita
24 Maj 2007 12:35
Dobrze powiedziane, Asiu ! Otwarte przestrzenie, nieba szerokie skanują, a potem edytują nasze myśli … Nie ma w tym fałszu. Jest wolność …
~Carrmelita
24 Maj 2007 12:23
Co do mnie, Ameli, to naciskam z całych sił na ‘blogowy spęd’, bo wydaje mi się, jak znam życie, że dzikich tłumów na spotkaniu z pewnością nie będzie, więc nikt lasów i łąk nie zadepcze. Jak uda się zgromadzić 10-15 osób to będzie już wielki sukces. Dlatego trzeba nam ‘szumu’, trzeba nam zamieszania i wytrwałego ‘uczepienia się’ tematu, bo w trakcie realizacji i tak para uchodzi z projektu. Im więcej zapału i dobrych, mobilizujących chęci tym lepszy efekt na koniec. Jak zaczniemy w letniej temperaturze ‘kibicowanie’ projektowi spotkania, to wszystko rozejdzie się po kościach …. a to byłoby smutne. I tu mnie masz, Ameli ! Powiedz mi, na jakiej stronie w Internecie mam rozwinąć swój transparent ‘ZA’ projektem, a ja już tam pędzę, żeby się oflagować ! Pozdrawiam żarliwie !
~kamyczek_
24 Maj 2007 10:44
Pierwszy raz nie wiem, co jest piękniejsze, góry czy to niebo? Całość jest jak marzenie, brak słów…
~ameli
24 Maj 2007 03:14
…to raczej ja mam obawy, czy mi słów „nie zabraknie”, by się Waldkowi „wypłacic” za cudowne zdjęcia, które tak bardzo pobudzają wyobraźnię i regenerują duszę. Często trudno emocje i wzruszenia, co w środku kielkują na literki przełożyc… myśli lekkie w biegu dnia się gubią, a palce sztywne nie nadąrzają za ulotnością spostrzeżeń, by je spisac…ale próbuję.I tak sobie myślę…, że my wszyscy i Czado w tym bajkowym świecie żyjemy na zasadzie symbiozy…. jesteśmy sobie chyba nawzajem potrzebni. Waldek daje nam to czym może się z nami podzielic – piękne pejzaże, marzenia i przytulne miejsce, gdzie możemy się schowac przed haotycznym światem. Dzięki pejzażom karpackim mamy gdzie dac upust swoim fantazjom i bajdurzeniom… możemy byc sobą w swojej niekiedy dziecięcej radości i błogości, nie musimy krępowac swoich „delikatnych” myśli… a przychodząc tutaj możemy zrzucic „gruboskórnośc”, którą przybieramy na co dzień, by ocalic piękne myśli. A my … jak tylko potrafimy dzielimy się swoimi emocjami, przeżyciami, wspomnieniami i podtrzymujemy Waldka na duchu, że jest ogromny sens w tym co robi, że to wszystko nie ginie w eterze, a w sercach pozostaje (pamiętacie… jesienią’ 06 przyszło zwątpienie i Nasz Fotograf tarcił siły, by dalej prowadzic blog – całe szczęście nie poddał się). Wiem, że Czado nie robi tych zdjęc tylko dla nas bo jemu samemu sprawia to ogromną radośc i daje satysfakcję, i bez aparatu to dla Niego jak bez powietrza, ale też jestem przekonana, że wiele pracy i energii kosztuje Go prowadzenie tego „zakątka dobrej nadzieji”… tym bardziej z taką regularnością i przez tak długi czas…Już niedługo, bo 1 czerwca będziemy mieli „małe” blogowe święto – TRZECIĄ ROCZNICĘ PIERWSZEGO WPISU… no i jak tu nie gratulowac naszemu Kochanemu Gospodarzowi wytrwalości … Waldku oby jak najdłużej… „do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej”.I nie naciskajmy tak mocno Waldka (lekko to chyba możemy w sprawie „spędu blogowiczów”, by go nie „spłoszyc”, bo pewnie obawaia się o swoje góry bysmy mu scieżek nie rozdeptali gdy całą chałastrą tam wkroczymy Ale dobre fluidy po blogu krążą, myśli w głowie Wadlka już się zawiązują i krystalizują więc powolutku…poczekajmy, poczekajmy cierpliwie i może nasze kolejne marzenie się spełni, ale wiecie…. bardziej wyczekane i wytęsknione więcej radości sprawia – jak z prezentami Pozdrawiam wszystkich wtrwałych:- w cierliwości- w prowadzeniu bloga - i tych którzy maja siły dobrnąc do końca moich wpisów
~ameli
24 Maj 2007 01:53
To znaczy J, że u Ciebie mamy poszukiwac naszych Aniołów Stróżów gdy czujemy, że nas opuściły? Czyżby, że nie tylko bieszczadzkie upodobały sobie Twoje zakątki, by wytchnienia zaznac ?Ten, którego znalazłaś z ciemnymi skrzydłami i małomównego może z Beskidu Niskiego przyleciał, ale duchem Bieszczady pewnie też ogarnia.Martwi mnie tylko jego skaleczone skrzydło… oby podopiecznemu nic nie było. Szepnij Aniołowi dobre słówko otuchy i pocieszenia, tak jak potrafisz przepieknie i niech wraca do swojego „umęczonego obowiązkami” właściciela – nich nie czuje się samotny lub opuszczony……z pewnością go poznasz…może my też…lepiej
~Mała Mi
23 Maj 2007 22:43
Te zdjęcia czarują…uwodzą…Dziękuję! niesamowicie poprawiły mi nastrój:)
~Asia
23 Maj 2007 20:24
„Rozpostarta płachta niebazawsze daje to, co trzeba;przez tę płachtę, pod sam kręgosłupprześwituje sama wiedza;kiedy zbieram z niej bez wahań — zwykle trafiam w to, co czuję,jeśli mniej premedytuję,jeśli mniej kalkuluję… w życiu!”:)
~Carrmelita
23 Maj 2007 01:35
Gdy Anioł się błąka, to może być to Anioł upadły …. Może być też tak, że podopieczny Anioła Stróża nie należy już do świata żywych, ani do świata umarłych … czyli jest duchem …i wtedy Anioł błądzi, żeby go znaleźć i ‘sformatować’. ‘Dziwna nocy, przenikliwa nocy, przejrzysta, jak skrzydło anioła’.
~Carrmelita
23 Maj 2007 01:24
… i jabłko pieczone z patyka zajadać i pilnować ognia, co na polanie tańczy i patrzeć, jak płonie w nas żar emocji i wspomnień …. i śpiewać, co nam w duszy gra, aż obudzi się leśne licho … gdzieś na skraju poranka.
~J
22 Maj 2007 23:39
..i kosić trawę, kosić trawę, kosić trawę….. bo rośnie nieprawdopodobnie zielona i radosna ……jak trawka na wiosnę.. a później w ogniskowym żarze zakopać ziemnaki i jak się upieką to lekko posolić i jeść,gdy jeszcze parzą w palce….jak kiedyś…
~J
22 Maj 2007 23:30
….odnalazłam czyjegoś anioła stróża, nie wygląda na mojego…ma ciemne skrzydła i małomówny niezmiernie, jedno skrzydło ma poranione, jakby błądził pomiędzy skałami, a pomimo tego zbiera się do odlotu prosto w błękit, jest mądry i odważny, niewiele rozmawiamy…..niech wróci tam gdzie powinien, nie będę go zatrzymywać, chyba ,że tylko w pamięci myśli moich o tym Kimś , kogo będzie chronił….i kogo chciałabym poznać …..
22 Maj 2007 23:15
Organizując spęd Blogowiczów w jakieś cudowne miejsce, bliskie sercu. Tam, gdzie jak na dłoni widać, co w trawie piszczy. Potem zabrać nas na szlak nad przepaście, parowy i doliny … liczyć ślimaki, zbierać deszczówkę, gonić sarny, kibicować jastrzębiom, gapić się na zachody słońca i zbierać chrust na ognisko ….
21 Maj 2007 20:38
Ilustracja słowna : „Niebo” Wisławy Szymborskiej. Niebo jest wszystkim…
21 Maj 2007 20:02
Góry zostały „wniebowzięte”…Piękne,pełne magii zdjęcie…Ale równie piękne są opowieści niestrudzonych nocnych bajarek,snujących-niczym Szeherezada-swoje baśnie.Pięknie piszecie-ameli,Carrmelito i J. Szczerze podziwiwam wyobrażnię i „język giętki”. Oj Czado-jak Ty się Im wypłacisz?
21 Maj 2007 16:17
… i się uśmiechnął do was dziewczyny jakiś skrzydlaty janioł stróż…..;o)))))
21 Maj 2007 16:14
…dla mnie czarna magia…C Z A R Y po prostu i już…..
21 Maj 2007 15:22
:):):)
21 Maj 2007 13:54
To cudowne… Na początku myślałam, że fotomontaż. Naprawdę niewiarygodne…
21 Maj 2007 11:40
Połówkowy szary, przyciemniający niebo.
21 Maj 2007 11:07
Ja byłam również przekonana, że są to Alpy )). Pozdrawiam serdecznie.
21 Maj 2007 10:16
Piękne zdjęcie, rzuca na kolana Robione przy użyciu jakiegoś filtru może?
21 Maj 2007 01:34
„A to Polska właśnie” – cytując Wyspiańskiego
21 Maj 2007 00:54
… bo Anioły nad tym gorącym morzem śmigają i mają tu darmową saunę. Grzeją sobie pióra i anielskie stopy nad parówką, podziwiają tatrzańskie turnie i zazdroszczą śmiertelnikom: ‘Oj, pochodziłby sobie Anioł po gołoborzach, po skałkach poskakał …Tak do siódmych potów, za siedem grzechów głównych na pokutę …’
21 Maj 2007 00:21
…i jakby ktoś za tym morzem anielskie piórka w horyzont powtykał
20 Maj 2007 23:36
Świetnie rude wredne ! Tak trzymać ! Byle nas było więcej i na pewno kiedyś nam się uda wspólnie powędrować, tam i z powrotem po Waldkowych szlakach ! Wiem co mówię ! Znam to z autopsji. Wystarczy tylko bardzo chcieć, zgadać się, zaplanować, ustalić termin dobry dla większości i wyruszyć na punkt zbiorczy. Potem wszystko potoczy się jak lawina i nic jej już nie zatrzyma ! Avanti !
20 Maj 2007 23:32
Aż się prosi odchylić rąbek Tych Gór i podejrzeć, co jest za nimi…;)
20 Maj 2007 23:26
Zapomniałam dodać, że inspiracją do tej dopiski, oprócz zdjęcia Czado był wspaniały film „Godziny” ( THE HOURS ) – reż. Stephen Daldry, z niezapomnianymi kreacjami Nicole Kidman, Julianne Moor, Meryl Streep i Eda Harrisa. To genialne dzieło ! Majstersztyk ! W swoim gatunku to jest, moim zdaniem, film 20-lecia. Do tego ‘smakowitego sosu’ dodajmy jeszcze muzykę Filipa Glassa i otrzymamy DANIE OBOWIĄZKOWE dla wszystkich sympatyków Waldkowego blogu. Bez dwóch zdań !
20 Maj 2007 23:26
Łooooo! To nawet lepsze niż wino i książka! Nawet niż wino i książka razem wzięte!:) Moja droga, jesteś genialna:) Drogi Czado, wydaje mi się, że nie masz wyjścia:) Musisz zaakceptować naszą cudowną wspólną odmienność – tę małą wrażliwość na Twoje Góry, na Góry same w sobie, może kiedyś – na Nasze Góry:)
20 Maj 2007 23:12
Jakby za Tatrami rozciągało się olbrzymie, gorące, parujące morze, które swymi oparami rozpuściło śniegi na zboczach gór i zabieliło niebieskie przestrzenie …
20 Maj 2007 23:03
… i przybędziemy na zjazd foto-maniaków Twojego bloga, gdy tylko nas skrzykniesz do kupy na jakąś połoninę lub Dział, żeby razem powędrować na Twoje ulubione szlaki i wypić wreszcie tego Żywca, grzańca lub jabcoka. I rozpalić ognisko, wysuszyć ciuchy i rozprostować kości, upiec kiełbaski, jabłka i ziemniaki w żarze i pośpiewać po naszemu, po waszemu i zagrać na gitarze ( na pewno ktoś z blogowiczów nosi ze sobą gitarę ! ). Powspominać i narobić dużo dobrych zdjęć z wycieczki … Co Wy na to, co Czado na to ? Czyżbym znowu pisała o jedzeniu ? No nie ! Nie mogę wchodzić na blog na głodniaka. Idę zobaczyć, co się jeszcze w lodówce ostało …
20 Maj 2007 22:44
Jak w życiu, Ameli. Kroczymy przed siebie w przyszłość wymarzoną, wyśnioną, gonimy szczęście … a za plecami, w przeszłości mamy przecież równie cenne ‘szkatułki z kosztownościami’. Tylko o tym nie wiemy, nie uświadamiamy sobie tego. Lecz, gdy się zatrzymamy i odwrócimy głowę, zobaczymy, że właśnie wtedy, w tym momencie sprzed wielu miesięcy lub lat byliśmy naprawdę szczęśliwi … choć jeszcze nie zdobyliśmy naszego Gerlacha i ciągle do niego zmierzamy … Bo szczęściem jest sama droga, wędrówka, włóczęga a nie tylko cel – szczyt.
20 Maj 2007 22:28
… bo ludzie tam mieszkają życzliwi i zawsze skorzy, by do izby zaprosić i herbatki zaparzyć przemokniętym wędrowcom ( jak zdarzyło mi się ostatnio w Lipowcu koło Jaślisk i w Zawadce Rymanowskiej ) lub zabrać na stop’a, gdy deszcz pada i do celu daleko … Warto moknąć na szlakach i czuć zmęczenie w nogach, by spotykać takie dobre dusze. Lecz trzeba pamiętać o tym, by uśmiech mieć na twarzy, zawsze i wszędzie, czy słota, czy skwar … Bo nasze dobre myśli pomagają innym być serdecznymi …
20 Maj 2007 14:45
Wspaniały widok… Zima gdzieś tam w oddali, daleko, daleko… chmury są nieziemskie…
20 Maj 2007 13:03
nie pozostaje mi już nic innego jak tylko westchnąć achh!:) dokładnie tak…
19 Maj 2007 22:52
nie wiedzialam,ze moze byc az tak pieknie…moze kiedys sie wybiore. podrawiam.
19 Maj 2007 21:52
Świetne! Odkąd mam aparat (7mc) ani razu nie byłam w górach ;(, ale wakacje tuż tuż http://www.exposure.blog.onet.pl – nowe zdjęcie
19 Maj 2007 20:36
mialam szczescie widziec bardziej zapierajace dech widoki pozdrawiam
19 Maj 2007 20:07
wspaniały widok i taki… nieziemski….pozdrawiam
19 Maj 2007 19:44
po prostu piękne…
19 Maj 2007 18:55
wow czasem warto zagladac do innych bajek
19 Maj 2007 09:12
czy to jest naprawdę zdjęcie?
19 Maj 2007 07:50
…spójrz jeszcze… NIEBO się czesze, wiatrem niebieskie i kryształowe, niebawem wiatr się zamienia na wietrzyk….GÓRY się dzielą dobrą nowiną ,że wkrótce kwiatów rozkwitną kobierce na łąkach tatrzańskich……tak żeby ogarnąć wszystko nim uspokoi się dusza od tych widoków…magiczna chwila trwa, gdy ponownie spoglądam na ten fantastyczny pejzaż, który złowiłeś…. dobrze jest tak właśnie zaczynać nowy dzień ;o))))…..
19 Maj 2007 02:17
Masz rację Rude… trafne spostrzeżenie… ten obraz jest tak nieskazitelny w każdym swoim milimetrze (pikselu), że nie sposób sobie wyobrazic, iż może kiedykolwiek… w innym czasie inaczej wyglądac.Ten widok jest niczym archetyp – uniwersalna matryca IDEALNYCH GÓR, w towarzystwie idealnej łąki, świerków, idealnego nieba…Takie obrazy zostają na Wiecznośc, przy nich czas jest ledwie pyłkiem ulotnym…W każdym kto tu zajży ten obraz pozostanie… mogę się złożyc… w jednych sercach na dłużej, inne krócej go w sobie przechowają, ale pomyślcie… Waldek tam był, na własne oczy to wszystko widział, na własnej skórze odczuł to piękno, własnym sercem doświaczył z pewnością niesamowitych przeżyc… jaki On musi w sobie nosic bogaty obraz tego niesamowitego widoku. My widzimy tylko coś małego, płaskiego, kolorowego na ekranie, a i tak tyle w nas emocji się budzi, tak bardzo ten pejzaż nas porusza, a co dopiero byłoby na żywo to wszystko poczuc? … Wyobrazic sobie nie jestem w stanie, mogę się tylko domyślac i ukradkiem zazdrościc niezapomnianych przeżyc, ech…Dziękuję niezmiernie Waldku, że dzielisz się z nami swoimi obrazami, a tym samym przeżyciami… jesteśmy z Tobą każdą chwilą, każdym obrazem, każdym wpisem i pójdziemy za Tobą bez wahania, gdzie tylko Cię oczy powiodą i nogi zaprowadzą . Szerokich horyzontów wędrowcze niedościgniony
19 Maj 2007 01:41
A wiesz Czado z czym skojarzyło mi się dzisiejsze tatrzańskie niebo?Wyobraź sobie…wyobraźcie sobie… duży karton zamalowany w całości ultramarynową temperą – jak gdyby pędzel maczany był wprost w kolorze nieba … a na tym, zauroczony widokiem artysta szkicuje suchym, białym pastelem owy widok – piękne i harmonijne kształty górskich grzbietów, ale zawiał wiatr i sztaluga przewróciła się (i jak to bywa z kanapkami – masłem na podłogę… tak z obrazami – en face w trawę) I tak się nieborakowi rozmazał „niehchcący?” obraz ;PI dzisiaj właśnie widzę w Waldkowym Niebie niedokończone i rozmazane pasma białych łańcuchów górskich…A drugie skojarzenie… z tkaniną związane, bo te delikatne puszki obłoków, te rozczapierzone kawałki kłębków waty wyglądają jak srebrzystym jedwabiem atlasowe niebo przetkane …Z pewnością to misterna robota górskich skrzatów, albo elfy na tęczowych skrzydłach się wznosiły i swoimi drobnymi paluszkami wytkały jedwabne chmurki na atłasowej osnowie…… wiem bujach w różowych… ale dzisiaj mogę sobie na tą „ekstrawagancję” pozwolic ..więc uradowana korzystam
19 Maj 2007 01:12
achh jakaś taka Weczność…:)
19 Maj 2007 01:05
…a ja myślałam, że to jakieś „obcokrajowe” góry… W dużym stopniu zmyliły mnie czystośc barw i klarownośc powietrza, bo chyba rzadko kiedy Tatry przybierają tak odświętny strój. Z tego co ja widziałam, z fotografii innych osób i z kamer internetowych zwykle są ponure i zamglone, a tu proszę… taki słoneczny uśmiech dla wędrowca… Waldku Ty kochasz Góry, ale one Tobie nie pozostają dłużne i dzięki Twoim fotografiom na własne oczy widzimy, do czego są zdolne, by sprawic Tobie ( a przy okazji nam radośc…… a druga zmyłka to… „lustrzane” obicie Tatr, bo przecież ich charakterystyczną linię grzbietów dobrze znamy – lecz od NASZEJ strony – i nawet kilka zdjęc poniżej pokazałeś nam Tatry, ale przyzwyczajenie do obrazu, pewne jego zakodowanie w pamięci sprawiają, że wystarczy inna perspektywa, inny pkt. widzenia i nie potrafimy rozpoznac miejsca dobrze nam znanego … dlatego idac przed siebie dobrze co jakiś czas spojrzec za plecy, by nie stracic orientacji – dosłownie i w przenośni
19 Maj 2007 00:30
~J. nasza kochana ~J. jak Ty pięknie piszesz … swoimi słowami koisz moją ( i pewnie nie tylko moją) szaleńczą tesknotę za tym, co Czado obiektywem i duszą uwiecznia, opowiadasz nam bajki na dobranoc? byśmy mieli zaczarowane sny…. Ty słowem , Czado obrazem, a my jak jak dziatwa stęskniona lgniemy pod Wasze … i nie tylko… skrzydła piękna, wrażliwości i dobroci … dzisiaj tak sentymentalnie…rano tu zajrzałam i potworna, niepohamowana tęsknota za wolnością, powietrzem i przestrzenią odezwała się we mnie… Całkiem niedawno wróciłam, a już bez wahania pokowałabym plecak po kolejną wyprawę, ale najbliższa dopiero pewnie w sierpniu…muszę cierpliwie czekac, całe szczęście czas jak zwariowany ucieka mi z tarczy zegara… to już niedługo…tak się pocieszam
18 Maj 2007 21:34
…no cóż…ale za to w Twoich pejzażach….można się zakochać…..
18 Maj 2007 19:40
Jak zwykle trafiasz w sedno, obłoki czeszą się grzebieniem Tatr, a ja nie mogę tego ogarnąć…
18 Maj 2007 19:16
Tatry widziane ze słowackiej Strby.
18 Maj 2007 19:15
Ech, niesamowite!
18 Maj 2007 18:44
bajki c.d. ……śmiałkom , którzy pragną tam dotrzeć już przed wyruszeniem w drogę zaczyna kręcić się w głowie i ogarnia ich dziwna choroba , uniemożliwiająca dalszą podróż …zadyszka i przewidywany ból nóg, na które pomaga jedynie duże piwo lub kilka innych napojów oraz spokojne siedzenie przed telewizorem (np.)…rzadko komu udaje się przezwyciężyć pierwsze symptomy choroby i to właśnie ONI spotykają dziwne wróżki, które jeśli tylko niedosyć zadowolone z towarzystwa owych śmiałków gotowe są zaczarować biedaków …a to w świerki przydrożne , a to w ptaki lub głazy,… ….czasami, gdy słychać perliste śmiechy pośród górskich przełęczy można sobie zacząć wyobrażać jak to owe wróżki z upodobaniem zajmują się czesaniem obłoków na niebie i wtedy powstaje takie właśnie UCZESANE NIEBO jak na tej fotografii….tylko niektórzy śmiałkowie bywają tam WIELE RAZY i czasem mogą to oglądać, jak Czado właśnie… i ONI wiedzą już ,że zawsze będą tam wracać……
18 Maj 2007 18:10
no właśnie….jak z innej bajki ……..)))))
18 Maj 2007 18:04
Witaj!Proszę, nie potraktuj tego jak SPAMu .Poszukuję współautorów na bloga z szablonami, avatarami itp.. Serdecznie zapraszam fotografów, grafików komputerowych i znawców HTML & CSS.Jeśli nie masz na to ochoty to chociaż poinformuj kogoś, kto się na tym zna – będę bardzo wdzięczna .Więcej informacji na http://wspolautor.blog.onet.pl/.Z góry wielkie dzięki :*PozdrawiamPS. Piękne zdjęcia .
18 Maj 2007 17:31
Niesamowite niebo! Szczęściarz jesteś, że udało Ci się je uchwycić _______________http://miastowroclaw.blox.pl
18 Maj 2007 15:06
Jak ty to zrobiłeś? Piękny widok!Pozdraviam
18 Maj 2007 14:34
gdzie to jest?
18 Maj 2007 14:29
niesamowity, zaczarowany krajobraz… błękit cudny i te chmurki…http://argo.bloog.plhttp://avangarda2007.bloog.pl
18 Maj 2007 14:22
…za siedmioma górami, za siedmioma lasami, tam gdzie woda i niebo przestają być tylko sobą i za sprawą ziemskich obłoków stają się częścią wszechświata…jest taka kraina NASZYCH PRAGNIEŃ , gdzie wystarczy szeroko rozłożyć ramiona i mocno odbić stopy od zielonej łąki by wznieść się wysoko i poczuć wiatr, i wiedzieć ,że prawie wszystko jest możliwe…. bo tam każdy zostaje czarodziejem i potrafi spełniać marzenia … dotrzeć do niej można na kilka sposobów, z których każdy jest trochę niebezpieczny…najłatwiej zamknąć oczy i przywołać to miejsce w pamięci (możliwe tylko wtedy , gdy już się tam było), ale wtedy brakuje zapachów i chłodu powietrza…można też ubrać buty siedmiomilowe i ruszyć w drogę, ryzykując brak kompanów (niewyposażonych w podobne obuwie)…można znaleźć na to inny sposób …każdy powinien próbować tam dotrzeć , chociaż zapewne nie każdemu się to uda (?), po drodze czyha wiele niebezpieczeństw……c.d.n………
18 Maj 2007 13:28
Zapiera dech…………cudny widok.
18 Maj 2007 13:08
…inna bajka ale piękna bajka…